piątek, 28 października 2016

Rozdział 26

Przeprowadzenie się do nowego domu kosztowało mnie dużo wysiłku. Zarówno fizycznego jak i psychicznego. Jednak nie żałowałam tego i bardzo dobrze się czułam. Często widywałam się z Fran. Czasami jak nie było Sebastiana nocowałyśmy u siebie. Wiedziałam, że muszę się nauczyć takiego życia i w dużej mierze zacząć sobie sama radzić. Moi rodzice zadeklarowali się, że jak tylko będę czegoś potrzebowała wystarczy do nich jeden telefon. Bardzo polubili Vettela i cieszą się, że zostaną dziadkami. Mimo tego, że zawsze uważali, że w pierwszej kolejności powinien być ślub akceptowali mój, nieformalny związek.
Fran i Lewis z wielką ekscytacją zgodzili się zostać rodzicami chrzestnymi naszego dziecka. Hamilton już na wstępie zapowiedział, że będzie rozpieszczał je bardziej niż jego dziadkowie. Brytyjczyk lubił małe dzieci i razem z Vettelem mieliśmy nadzieję, że z naszym też znajdzie wspólny język i będzie dla niego jak dobry przyjaciel, ale też jak drugi ojciec. Wszystko szło po mojej myśli. Na stan przez który przeszłam i w jakim się znajdowałam czułam się całkiem dobrze. Oczywiście pomijając wszystkie aspekty przez, które musiała przejść każda kobieta. W głębi duszy jednak obawiałam się co będzie jak zostawię Niemca z noworodkiem, co będzie jak umrę podczas porodu, albo umrzemy oboje. Nie chciałam, żeby Seb przeze mnie cierpiał i zniszczył sobie całe życie. Jak to kobieta brałam wszystkie opcje pod uwagę.
Poród zbliżał się wielkimi krokami. Na szczęście termin przypadał akurat na przerwę w kalendarzu Formuły 1. Sebastian będzie w domu, będzie mógł się mną zaopiekować i nie będzie musiał rezygnować z wyścigu. Jednak przed tym chciałam osobiście mu pokibicować na niejednym torze i wybrałam się między innymi na GP Kanady, które skradło moje serce i miałam do niego ogromny sentyment. W końcu tam się wszystko zaczęło. Minttu i Fran też przełożyły wszystkie swoje plany aby udać się tam razem ze mną. Od początku panowała wyjątkowa i bardzo rodzinna atmosfera, do czasu, aż przez przypadek nie wypadłam na jedną, już bardzo dobrze znaną mi osobę.
- Widzę, że niezła z ciebie dziwka. - usłyszałam ostre słowa za swoimi plecami gdy akurat z Minttu kierowałyśmy się padokiem do pomieszczeń na torze należących do Ferrari. Finka spojrzała na mnie i żadna z nas nie miała ochoty się odwrócić bo wiedziałyśmy kto wypowiedział te słowa. Niechętnie jednak to zrobiłyśmy. Nie przejęłam się oskarżeniem bo wiedziałam, że jest ono tylko po to aby mnie zdenerwować. - Nie ma to jak wyrwać faceta na litość i wmówić mu dziecko. Czego to ludzie nie zrobią dla kasy. - dokończyła swoją wypowiedzieć Vivian. Żona Nico Rosberga i matka jego dziecka. Dorosła i świadoma bizneswoman. Przynajmniej za taką się uważała.
- Dziecko jest Vettela, tak dla twojej informacji i nie pozwolę abyś drugi raz rozbiła nasz związek. Naprawdę nie masz lepszych zajęć? - popatrzyłam na nią morderczym wzrokiem i już chciałam odejść.
- Jesteś psychiczna żeby zwracać się tak do kobiety w ciąży. Co ona ci takiego zrobiła?! Jesteś zazdrosna o ich udany związek, a może o Sebastiana? - Minttu nie mogła odejść żeby czegoś jej nie powiedzieć. Nie lubiła jej jeszcze bardziej niż ja. Powiedziała jej jeszcze kilka szczerych słów, odwróciłyśmy się i poszłyśmy w wcześniej wyznaczonym kierunku. Vivian stała w bezruchu i wpatrywała się z niedowierzaniem w jeden punkt.
To ostatnie GP przed porodem i starałam się wykorzystać każdą okazję do wspólnego spędzenia czasu. Każdy był dla mnie miły i pomocy przez co niezwykle ciepło robiło mi się na sercu. Twierdzili, szczególnie mechanicy Ferrari, że ciąża mi służy i promienieję. Podobno żadna z kobiet nie miała tak dobre kontaktu nawet z tymi członkami ekipy. Każda zazwyczaj ich ignorowała i traktowała za gorszy sort. Ja ich bardzo lubiłam. Brakowało mi tej atmosfery, tych ludzi i widoku na żywo jak Sebastian wygrywa wyścig. Miałam nadzieję, że w najbliższym czasie zgranie kolejne mistrzostwo bo bardzo na to zasługuje.
Po wyścigu Kimi i Min zostali kilka nocy w naszym domu. Finka dużo opowiadała mi o roli matki, samym porodzie a także dała mi kilka cennych wskazówek. Potem kierowcy polecieli na kolejny wyścig. Cieszyłam się, że Sebastian ma swoją pasję sama też polubiłam te wyścigi, ale odkąd byłam w ciąży coraz bardziej się o niego martwiłam. Nie chcąc go ograniczać i sprawiać mu przykrości nie powiedziałam mu o tym.
Przez ostatnie dni, tygodnie Sebastian bardzo rzadko przebywał w domu. Miał bardzo mało wolnego czasu między wyścigami, więc nie opłacało mu się przyjeżdżać. Upierał się, że gdybym tylko chciała aby przy mnie był to mam dzwonić. Chciałam, ale wiedziała, że to nie rozsądne, ponieważ dla jego organizmu nie byłoby to najlepszym krokiem. Dlatego czekałam na przerwę między wyścigami jeszcze bardziej.
Kilka dni po tym jak nacieszyłam się obecnością niemieckiego kierowcy pojechałam do szpitala. Dla  zdrowia mojego oraz dziecka ustaliłam z lekarzem, że zjawię się przed terminem, aby na spokojnie mnie do tego wszystkiego przygotować. Sebastian, Fran z Danielem i mój rodzice zmieniali się co chwila. Nie mogę powiedzieć żebym się nudziła, ale to dobrze. Nie miałam czasu aby myśleć o najgorszych scenariuszach.
Lekarze i pielęgniarki troszczyli się o mnie jak tylko mogli.
- Jak się pani czuje? - do mojego pokoju wszedł lekarz. Uśmiechnął się do mnie promiennie i zaczął mierzyć mi ciśnienie.
- Jest w porządku. - odpowiedziałam. Co chwila ktoś przychodził i pytał się czy aby na pewno dobrze się czuję.
- Już jutro termin. Poród może rozpocząć się w każdym momencie. Czy jest pani na to gotowa? - jego twarz spoważniała. Odczułam, że sam się boi nadchodzących wydarzeń i najlepiej by było aby chłopiec został u mnie w brzuchu.
- Chyba już nie mam wyjścia panie doktorze. - zaśmiałam się chociaż w głębi duszy sama się bałam. Na twarzy mężczyzny pojawił się uśmiech.
- Mimo tego, że nie powinniśmy już tutaj nikogo wpuszczać jeden pan bardzo upiera się aby się z panią zobaczyć. Mówi, że to bardzo ważna sprawa. - powiedział tajemniczo a ja zaczęłam zastanawiać się kto to może być. Vettel przecież niedawno co poszedł do domu. - Wpuścić go? - pokiwałam energicznie głową. Lekarz wyszedł i zamknął drzwi, które za chwilę i tak się otworzyły.
- Lewis? Co ty tu robisz? Miałeś być na Barbadosie. - otworzyłam szeroko oczy ze zdziwienia gdy zobaczyłam Brytyjczyka z bukietem kwiatów i niebieską, prezentową torbą. Mężczyzna uśmiechnął się tylko i pocałował mnie w policzek. Kiwnęłam głową w podziękowaniu za prezent.
- Nie mogłem przegapić narodzin mojego chrześniaka. Musiałem tu przyjechać. Jak się czujesz? - usiadł na taborecie obok łóżka.
- Sebastian nie mówił, że przyjedziesz. - zignorowałam jego pytanie i dochodziłam prawdy jego przybycia, chociaż wizja, że jest tu dla mnie napełniła mnie szczęściem.
- Bo sam o tym nie wiedział. - rozmawialiśmy przez chwilę na neutralne tematy, jednak chciałam skorzystać z tej okazji, że jesteśmy tylko we dwoje.
- Lewis. - zrobiłam krótką przerwę, ponieważ nie chciałam sobie nawet wyobrażać takiego rozwoju sytuacji. Brytyjczyk spojrzał na mnie uważnie i czekał na kolejne słowa. - Jakby mi się coś stało, jakbym nie przeżyła. Proszę obiecaj mi, że zajmiesz się Sebastianem. - kierowca Mercedesa pokręcił z dezaprobatą głową a w moich oczach pojawiły się łzy.
- Nawet nie ma takiej opcji! Wszystko będzie dobrze! - zdenerwował się i spojrzał na mnie groźnym wzrokiem.
- Obiecaj. - powiedziałam ledwie słyszalnym głosem.
- Obiecuję. - mężczyzna sam nie wierzył w to co mówi. Nie przyjmował do siebie takiego obrotu sprawy, ale dla mnie, dla mojego lepszego samopoczucia obiecał mi to. Nie pozwoli zrobić mu nic głupiego, przywróci go do porządku dziennego jak będzie tylko taka potrzeba, że będzie go wspierał, że Vettel będzie mógł na niego liczyć.
Po kilku minutach Hamilton opuścił szpital i pojechał do Sebastiana. Wolę sobie nie wyobrażać co dwaj faceci, wieczorem, sami w domu mogą robić.
Trzy dni po planowanym terminie porodu coś zaczęło się dziać. Niezwłocznie zawołam lekarza i pielęgniarki, które tylko umocniły mnie w przekonaniu, że poród właśnie się zaczyna. Od razu zadzwoniłam do Sebastiana i kazałam mu także poinformować Fran. Kilka minut potem moi najbliżsi byli już przy mnie a personel szpitala informował mnie jak postępować.
- Sebastian. - złapałam go mocno za rękę i spojrzałam głęboko w jego błękitne oczy. Wiedział co chce powiedzieć i tylko pocałował mnie w czoło.

 • • • • •
Dzisiaj trochę później niż zawsze, ale dopiero co skończyłam ten rozdział także wybaczcie :)
Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Powrót Vivian, niespodzianka Lewisa no i początek porodu. Jak myślicie? Jak to się skończy? Wszystko pójdzie zgodnie z planem?
Mam teraz kilka dni wolnego, z resztą pewnie jak większość z Was, i postaram się napisać kilka rozdziałów na zapas aby te ostatnie części pojawiły się regularnie.
Życzę Wam miłego weekendu i do zobaczenia za tydzień. 
Zdradzę Wam, że z każdym rozdziałem będzie działo się coraz więcej.

piątek, 21 października 2016

Rozdział 25

- Lia, co byś powiedziała na zmianę miejsca zamieszkania? - zagaiłem gdy byliśmy sami. Obawiałem się zadania tego pytania a jeszcze bardziej odpowiedzi. Nie byłem pewien czy jesteśmy już na tym etapie aby razem zamieszkać. Chociaż przecież spodziewaliśmy się dziecka, będziemy rodzicami. Dziewczyna spojrzała na mnie ze strachem, ale czułem, że ucieszyła się tą propozycją. - Zostawilibyśmy Fran i Daniela samych i my mielibyśmy więcej prywatności. - kontynuowałem i próbowałem przekonywać.
- A gdzie? - zaciekawiła się nadal krojąc warzywa na obiad. Siedziałem na taborecie i przyglądałem się jej ruchom, zgrabnej sylwetce i powstrzymywałem się aby jej nie przytulić.
- Myślałem, żeby gdzieś niedaleko. Fran i twoi rodzice byliby na miejscu i pomogliby ci gdyby była taka potrzeba. Mnie często nie ma i nawet jakbym chciał nie mogę być cały czas przy tobie. - próbowałem dokładnie jej to wytłumaczyć tak aby się nie obraziła. Nie chciałem, żeby pomyślała, że ze wszystkim będzie musiała sobie radzić sama a swoje obowiązki zwalam na jej rodzinę. To dla jej dobra. - Pięć osób się tutaj nie zmieści. A 9 miesięcy to wcale nie jest tak długi okres czasu. - dziewczyna przerwała wykonywaną czynność i usiadła mi na kolanach.
- Zgadzam się. - wyszeptała i szeroko się uśmiechnęła. - Nie ważne gdzie. Ważne, że razem.
W taki oto sposób zaczęliśmy szukać idealnego mieszkania dla naszej małej rodzinki. Cena nie bardzo miała wpływ na naszą decyzję, jednak podjęcie jej trwało kilka tygodni. Trudno było nam się zdecydować, ale w końcu znaleźliśmy to odpowiednie. Teraz tylko należało je odpowiednio urządzić i można się przeprowadzać. Lia była wniebowzięta zarówno tym pomysłem jak i naszym nowym mieszkaniem. Wiedziałem w jej oczach już kilkanaście pomysłów na zaaranżowanie każdego kąta. Znalezienie czasu na remontowanie mieszkania graniczyło z cudem. Mnie prawie przez cały czas nie było, Lia w bardzo dużej ilości wyjazdów mi towarzyszyła, sama miała pracę i obowiązki. Poza tym nie mogła się zbytnio męczyć. Nadal nie była w pełni zdrowa i trzeba było mieć to na uwadze aby nie kusić losu. Jednak małymi kroczkami mieszkanie stawało się coraz przytulniejsze. Pokój naszego małego szkraba zaczęliśmy urządzać całkowicie neutralnie. Nie wiedzieliśmy jeszcze jaką płeć będzie miało dziecko.

• • • • •
- Fran! - zawołałam gdy znów po założeniu spodni nie mogłam dopiąć guzika. Przyjaciółka wpadła do mojego pokoju przerażona. - Nie mam w co się ubrać. Cały czas tyje i w nic się nie mieszczę. - wyznałam a brunetka pokręciła z dezaprobatą głową.
- Nie masz żadnych leginsów? - zapytała zaglądając do mojej szafy.
- Wszystkie są w praniu. - wyznałam ze smutkiem. Bardzo cieszyłam się, że zostanę mamą. Wiedziałam z czym to się wiąże, ale nawet pocieszające słowa Sebastiana nie sprawiały, że moja samoocena się podnosiła. Czułam się naprawdę fatalnie. Częste zawroty głowy, wymioty i zdecydowane przybranie na wadze nie pozwalały mi się cieszyć błogosławionym stanem.
- Zakładaj to. - podała mi wyjęte przed chwilą z szafki ubrania. - Idziemy na zakupy.
Dzisiejsze zakupy trwały zdecydowanie dłużej niż zawsze. Kupiłyśmy kilka rzeczy dla mnie, dla dziecka a także jakieś małe ozdoby do nowego mieszkania.
Minttu dzwoni do mnie średnio co dwa dni. Bardzo się o mnie martwi i pomaga jak tylko może, często też przyjeżdżała do Stanów. Dostałam od niej kilka rzeczy, które zostały jej po Robinie. Jak byłyśmy obecne ostatnio na wyścigu nie odstępowała mnie na krok, tak samo jak Lewis, o Sebastianie nie wspomnę. To było bardzo miłe z ich strony. Znałam, naprawdę niesamowitych ludzi i nie wyobrażałam sobie gdyby ich nie było.

- Sebastian, pójdziesz ze mną dzisiaj do lekarza? - zapytałam blondyna leżącego obok mnie na łóżku. Patrząc w jego błękitne oczy nie umiałam określić jak wielkim uczuciem go darzyłam. Kiedyś pochłonięta pracą, teraz kobieta spodziewająca się dziecka z najlepszym facetem na świecie. Miałam umrzeć, miałam nigdy nie zostać mamą, miałam nigdy nie być szczęśliwa. Dziejące się rzeczy uświadamiały mi jak wielką miłość ma moc. Byłam przekonana, że to wszystko jest dzięki Sebastianowi.
Specjalnie zaplanowałam tą wizytę u lekarza w takim dniu aby Vettel był w domu.
- Jasne. - odpowiedział gładząc mnie po głowie i bawiąc się moimi palcami.
Siedzieliśmy na korytarzu cały czas żartując i śmiejąc się. Lekarz, z którym bardzo dobrze już się znaliśmy przeprowadził ze mną tradycyjną rozmowę. Sebastian siedział cicho jak mysz pod miotłą a po jego minie widziałam, że jest zdenerwowany. Uśmiechnęłam się na ten widok.
- Chcecie państwo poznać płeć dziecka? - zapytał lekarz odrywając wzrok od małego komputera i kierując go na mnie. Spojrzałam uważnie na Sebastiana, który cały czas siedział obok mnie i mocno ściskał moją dłoń. Uśmiechnęłam się i pokiwałam głową w kierunku doktora.
- To - zaczął przez śmiech. Serce zaczęło mi szybciej bić. - To chłopiec. - z blondyna zeszło całe napięcie. Podniósł się natychmiast i złożył pocałunek na moich ustach w geście wdzięczności. Mężczyzna w białym fartuchu zaczął się śmiać. Po wizycie pojechaliśmy jeszcze do naszego nowego mieszkania aby zostawić kolejne rzeczy.
- To jak damy mu na imię? - zapytałam przytulając się do Sebastiana, gdy oglądaliśmy telewizję w salonie.
- Może Felix? - spojrzałam na niego z politowaniem. - A jakie imiona tobie się podobają? - delikatnie dotknął mojego brzucha.
- John? Jacob? Alex? - wymieniałam wszystkie imiona jakie przyszły mi do głowy. Sama jednak nie widziałam tego aby nasz syn nosił jedno z nich. Sebastian bez słowa podniósł się i chwycił za laptopa leżącego na stoliku.
- Chcemy żeby to imię było niemieckie czy amerykańskie? - Vettel podrapał się po głowie przeglądając różne strony internetowe z imionami. Nie znałam odpowiedzi na to pytanie.
- Co moje słodkie aniołki robią? Jak było u lekarza? Wiadomo czy chłopiec czy dziewczynka? - Fran z Danielem wpadli właśnie do mieszkania. Nawet nie zdążyłam nic powiedzieć a już zostało zadane mi kilka pytań. Jaka pora dnia by nie była brunetka miała za dużo energii.
- Wybieramy imię dla naszego syna, ale nie możemy się zdecydować. - ujrzałam szeroki uśmiech Daniela, który był skierowany do Vettela. Kierowca Ferrari porozumiewawczo poruszył brwiami. Fran jednak posmutniała. Liczyła na różowe sukieneczki, warkoczyki a w przyszłości szpilki i rady miłosne. Niestety, nie tym razem.
- David. - krzyknęła wychodząc z pokoju. Spojrzałam na przyszłego ojca mojego dziecka a on szeroko się uśmiechnął. Spodobało mu się to imię. Mi również przypadło do gustu. Pocałował mnie w czubek głowy a z jego twarzy nie schodził wielki uśmiech. Spojrzałam mu głęboko w oczy i byłam już pewna jakie imię będzie miało nasze dziecko. W między czasie Daniel opuścił pomieszczenie i razem z  Fran zamknął się w jej pokoju.
- Kogo weźmiemy na chrzestnych? - poruszyłam kolejną sprawę związaną z narodzinami dziecka. Wiedziałam, że zostało nam jeszcze bardzo dużo czasu, ale nie chciałam takich decyzji podejmować pochopnie.
- Myślałem nad Lewisem albo Kimim. - wyznał i jednocześnie zadecydował, że to on wybierze ojca chrzestnego. - Sam nie wiem, który będzie odpowiedniejszy. - westchnął w geście bezradności.
- Ja nie umiem wybrać pomiędzy Minttu a Fran - oboje się zaśmialiśmy. Po krótkim omówieniu wszystkich zalet i wad zdecydowaliśmy, że rodzicami chrzestnymi naszego syna będą Hamilton i Russo.

-Lia! Chodź tu! - moja przyjaciółka wydarła się zdenerwowana. Spojrzałam ze strachem na Sebastiana i przewróciłam oczami. Z trudem wstałam z łóżka i skierowałam się do jej pokoju. W progu drzwi minęłam się z Danielem, który z miną zbitego psa i krawatem w ręku szedł do Sebastiana. Wolnym krokiem weszłam do pokoju przyjaciółki, która stała przed lustrem i męczyła się z tylnym zamkiem eleganckiej sukienki. Ze wściekłą miną spojrzała się na mnie, zaśmiałam się i podeszłam do niej aby jej pomóc. Nie wiedziałam o jej wyjściu, ale po jej zachowaniu i ubiorze wywnioskowałam, że to bardzo ważna sprawa. Daniel też był bardzo zestresowany.
- Nie mam butów. - Fran chodziła wściekła po pokoju i przymierzała kolejną parę szpilek. Siedziałam na jej łóżku i próbowałam opanować śmiech.
- Przecież te są dobre. - wskazałam ruchem głowy śliczne, czarne szpilki, które leżały niedbale pod szafą. Brunetka spojrzała na mnie wzrokiem mordercy a ja parsknęłam śmiechem. - Przestań panikować! Te buty są idealne. Wyglądasz ślicznie. - poprawiłam kosmyk jej włosów opadających na twarz. Uśmiechnęła się szeroko. Moje słowa wyraźnie dodały jej otuchy. Po kilkunastu minutach szykowania Włoszki przeze mnie i Daniela przez Sebastiana para opuściła mieszkanie.
- Albo ja oszalałam, albo wiem co się szykuje. - zaśmiałam się i razem z Sebastianem zmęczeni opadliśmy na kanapę w salonie.
Para wróciła późno w nocy i mimo usilnych prób zachowania ciszy obudzili nas.
Sebastian jeszcze słodko spał a ja z powodu nieustającego bólu pleców postanowiłam wstać z cieplutkiego łóżka, w którym leżał mój ideał. Miałam nadzieję, że mi to pomoże i ból ustąpi. Weszłam powolnym i leniwym krokiem do kuchni i zauważyłam Fran, która z wielkim zainteresowaniem wpatrywała się w swoją dłoń. Zdenerwowałam się.
- Stało się coś? - zainteresowałam się dziwnym zachowaniem mojej przyjaciółki i stanęłam za nią. Brunetka odwróciła się twarzą w moją stronę i pomachała mi tuż przed nosem dłonią. Dopiero gdy odsunęła ją na kilka centymetrów zauważyłam na jednym z jej palców pierścionek. Mimo tego, że spodziewałam się takiego obrotu sprawy bardzo się ucieszyłam. Pogratulowałam serdecznie przyjaciółce i w duchu współczułam Danielowi z czego potem sama się zaśmiałam. Panowie spali jeszcze przez kilkanaście minut, więc ten czas spędziłyśmy na szczerej rozmowie. 


• • • • •
Cześć wszystkim :) przychodzę do Was z kolejnym rozdziałem. Mam nadzieję, że Wam się spodoba i nie jest zbyt nudny i przesłodzony. Dziękuję za komentarze i wyświetlenia.
Do zobaczenia za tydzień :)

piątek, 14 października 2016

Rozdział 24

Wszyscy, którzy wiedzieli już o mojej ciąży mówili, że to bardzo nieodpowiedzialne posunięcie, że zagraża nie tylko mojemu życiu, ale także dziecka. Jednak ja cały czas byłam pozytywnie nastawiona i bardzo cieszyłam się, że razem z Sebastianem zostaniemy rodzicami. To prawda, że tego nie planowałam, ale to nie powód, żeby się poddać. Przeżyłam wiele w ostatnim czasie i postanowiłam podołać i w tej sytuacji. Musiałam teraz jeszcze bardziej uważać i o siebie dbać. Tu nie chodzi tylko o mnie.
- Rozmawiałaś z Sebastianem? - przyjaciółka weszła do pokoju gdy odpoczywałam po sesji zdjęciowej. Spojrzałam na nią. Ostatnio zaczęła mnie inaczej traktować. Bardziej się o mnie martwiła, opiekowała się i była spokojniejsza w rozmowie ze mną.
- Jeszcze nie. - usiadłam na łóżku i zagryzłam dolną wargę. Dziewczyna spojrzała na mnie z politowaniem, ale też w jej wzroku był widoczny nakaz natychmiastowego zadzwonienia. Czekałam bardzo długo na odpowiedni moment aby powiedzieć o wszystkim Sebastianowi. Zastanawiałam się czy powiedzieć mu przez telefon czy zaczekać aż przyjedzie, jednak to miało nastąpić dopiero za kilkanaście dni. Nie mogłam dłużej czekać i zadzwoniłam do niego w momencie, w którym wiedziałam, że nie powinien być zbyt zajęty.
- Jesteś zajęty? Muszę ci coś powiedzieć. - serce biło mi jak oszalałe. Wiedziałam, że mnie kocha, że mu na mnie zależy, ale bardzo bałam się jego reakcji.
- Stało się coś? Źle się czujesz? Mam przyjechać? - Sebastian wyraźnie się zdenerwował.
- Nie, spokojnie. Wszystko jest w porządku. Długo myślałam nad tym czy powiedzieć ci to teraz czy zaczekać aż przyjedziesz, ale stwierdziłam, że powinieneś wiedzieć. - wzięłam głęboki oddech. Vettel w ciszy czekał aż powiem mu to co zaplanowałam. - Sebastian - zaczęłam - zostaniesz tatą. Seb, jestem w ciąży. - oczekiwałam jakieś reakcji. Chociaż jednego, krótkiego zdania a dostałam ciszę. Głuchą ciszę w słuchawce. Odebrało mu głos. - Sebastian? Hallo? - zmartwiłam się gdy przez dłuższy czas nie usłyszałam, żadnej odpowiedzi. Nagle w słuchawce usłyszałam nieśmiałe chlipanie i ciche pociąganie nosem. On płakał. Wzruszył się na moje słowa. Miałam tylko nadzieję, że to wzruszenie ze szczęścia.
- To najwspanialsza rzecz jaką mogłaś mi powiedzieć. Bardzo się cieszę. Mały brzdąc będzie miał najlepszą rodzinę na świecie. Żałuję, że nie mogę teraz być obok ciebie. - odetchnęłam z ulgą - Lia muszę kończyć. Odezwę się jak będę wolny. Całuję. - pożegnałam się z kierowcą i poszłam do Fran aby powiedzieć jej o pozytywnej reakcji mojego rozmówcy. Potem zadzwoniłam do Minttu, która również ucieszyła się na tą nowinę.
• • • • •
- Czekaj, Lia dzwoni. - krzyknąłem do Lewisa, z którym właśnie szedłem padokiem. Brytyjczyk stanął obok mnie. Gdy usłyszałem pierwsze zdania Lii zamarłem. Przestraszyłem się, że znów z jej stanem jest gorzej. Serce podskoczyło mi do gardła a Hamilton lekko zdenerwowany stał i tylko mi się przyglądał czekając na sygnał, że musimy lecieć do Stanów. Moje przepuszczenia na szczęście okazały się nietrafione i brunetka miała mi do powiedzenie o wiele przyjemniejszą wiadomość. Zostanę tatą. Będę ojcem dziecka Lii. Łzy szczęścia poleciały mi z oczu. Nie planowałem tego, ale bardzo się cieszyłem. Próbowałem coś powiedzieć, ale emocje zablokowały mi gardło. W końcu zmusiłem się aby odpowiedzieć na tą wiadomość. Brytyjczyk przez cały czas ze zdziwieniem mi się przyglądał.
- Co się stało? - zapytał Hamilton gdy usiadłem na pierwszym znalezionym podwyższeniu. Schowałem twarz w dłoniach nie dowierzając w to czego się dowiedziałem.
- Zostanę tatą. - podniosłem głowę i uśmiechnąłem się do kolegi. Wyraznie odetchnął z ulgą i pogratulował mi przy okazji klepiąc mnie po plecach i trzęsąc mym ramieniem. Przy okazji próbując uświadomić mi, że naprawdę to się stało. Po chwili podniosłem się i po męsku uścisnąłem kierowcę Mercedesa.
- To już wiadomo co będziemy dzisiaj wieczorem robić. - zaśmiał się znacząco poruszając brwiami.
- Co będziecie robić? - podszedł do nas Kimi, który słyszał ostatnie zdanie Hamiltona.
- Seb zostanie tatą. - wypalił bez zastawienia Brytyjczyk. Fin również serdecznie mi pogratulował i obiecał, że zaraz zadzwoni do Lii, żeby jej współczuć, że jej dziecko będzie miało takiego ojca. Kimi zapowiedział dołączenie do dzisiejszego opijania błogosławionego stanu. Gdy byłem z Hanna bardzo chroniłem swojej prywatności. Robiłem wszystko aby nic nie wyszło na światło dzienne. Teraz mam ochotę wykrzyczeć całemu światu, że jestem szczęśliwy, że kocham Lie ponad wszystko i że razem spodziewamy się dziecka. Czasami zastanawiałem się jak bardzo obecna partnerka mnie zmieniła a jak bardzo była trzymała mnie pod kloszem. Czasami byłem wdzięczy za to rozstanie.
Ostatecznie w umówionym klubie zebrało się o wiele więcej kierowców niż sądziłem. Przyszedł między innymi Daniel, który był trzecią osobą, która dowiedziała się o ciąży, Jenson i Fernando a także szef zespołu Ferrari Maurizio Arrivabene, który jednak szybko opuścił nasze towarzystwo. Lewis kilka razy żartował na temat braku obecności Nico. Oni byli jak ogień i woda. Nie mogli w swojej obecności przebywać dłużej niż 10 minut.
- To co Seb, wolisz dziewczynkę czy chłopczyka? - zapytał Fernando z wielkim uśmiechem. Zamyśliłem się przez chwilę bo nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Nie było dla mnie różnicą jaką płeć będzie miało to dziecko. Będę je kochał niezależnie od tego czy będzie chodzić w różowych spódniczkach czy dresach.
- Jakby był chłopiec to miałby otwartą drogę do wyścigów. - zauważył Kimi rozsiadając się na czerwonej kanapie w barze.
- Tak jak Robin? - Hamilton spojrzał na Fina, który tylko skinął głową.
- Gdyby była dziewczynka to współczuję kandydatkom na męża. - zażartował Jenson puszczając oczko w moją stronę. Nie ujawniłem swojej opinii na ten temat. Wiedziałem, że chłopacy wiedzieli co o tym myślę.
- Czasami się cieszę, że nie jesteś z Hannah. - wypalił nagle Raikkonen, który przez ostatnich kilka minut wcale się nie odzywał. Zdziwiły mnie te słowa. Wiedziałem, że nie przepadał za dziewczyną, nie miał z nią najlepszego kontaktu, ale myślałem, że w miarę ją akceptował. - O wiele bardziej wolę Lię. - dokończył niezważając na mój zdziwiony wyraz twarzy.
- Ja w sumie też wolę Lie. - mój wzrok przeniósł się na Lewisa.
- Lia to fajna dziewczyna. Miałeś szczęście stary. - dodał Jenson. Cieszyłem się, że chłopacy ją polubili. Miała z nimi bardzo dobry kontakt i między nimi panowały bardzo przyjacielskie relacje. Wydaje mi się, że gdyby tylko miała jakiś problem mogłaby się do nich zgłosić i na pewno by jej pomogli. Oczywiście ja też bym to zrobił. Dzięki niej, nasza epika bardziej się zgrała i coraz więcej osób do niej dochodziło.
Kierowcy McLarena i Daniel pomogli mi oraz Kimiemu i Lewiowi doczołgać się do hotelu. O ile ja trzymałem się na poziomie przyzwoitości moi koledzy zdecydowanie zapomnieli o jakiejkolwiek granicy. Zawsze po takich wypadach jestem w stanie sam racjonalnie myśleć i trafić w dane miejsce, ale tym razem postanowiłem się nie ograniczać. W końcu wiadomość o dziecku nie zdarza się codziennie. Na dodatek gdy ono ma być pierwsze.

Nie mówiłem konkretnie Lii kiedy wracam. Jedyną osobą, która o tym wiedziała był Daniel bo podróżowaliśmy razem. Chciałem, żeby miała niespodziankę a przy okazji miała ją też Fran. Dużo czasu spędzaliśmy w Stanach z dziewczynami. Jedynie co jakiś czas jeździłem do domu aby odwiedzić rodziców i wziąć kolejną walizkę wypchaną rzeczami. Nie mógłbym teraz mieszkać gdzie indziej. Chciałem być przy niej i cały dany nam czasy wykorzystywać w stu procentach.
Zanim skierowaliśmy się do mieszkania dziewczyn zahaczyliśmy o kwiaciarnię. Wybrałem najładniejsze róże jakie tylko tam były i kazałem przystroić je tak, aby wyglądały zjawiskowo. Z kilkoma czerwonymi kwiatami, uśmiechnięty od ucha do ucha zapukałem do drzwi. Otworzyła mi Fran, która była zdziwiona moją obecnością, ale zachowała dyskrecję i bez słowa wpuściła mnie do środa. Postawiłem walizkę w przedpokoju i wszedłem do salonu. Po całym mieszkaniu rozniósł się niemiłosierny pisk i krzyk radości. Lia podskoczyła do mnie i zachłannie mnie pocałowała, po czym przytuliła się do mojej klatki piersiowej. Fran i Daniel witali się w przedpokoju.
- Jak ja się za tobą stęskniłam. - wyszeptała i jeszcze mocniej się we mnie wtuliła.
- Ja za tobą też. - pocałowałem ją w czubek głowy. - To dla ciebie. - powiedziałem dając jej bukiet kwiatów. Powąchała je i szeroko się uśmiechnęła. Najwyraźniej przypadły jej do gustu. - Sprawiłaś, że jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Dziękuję ci za to. - dużymi, ciemnymi oczami wpatrywała się w głąb moich. - Obiecuję, że się wami zaopiekuję. Obiecuję, że będę najlepszym ojcem i facetem. - po chwili czułości poszedłem rozpakować swoje rzeczy.


• • • • •
Seb niewiarygodnie szczęśliwy, a Wy takim obrotem sprawy? Niesamowite...
Dziękuję za miłe komentarze pod ostatnim rozdziałem ♥
Nie wiem co powinnam jeszcze napisać, dlatego życzę wam miłego weekendu i do zobaczenia za tydzień.

piątek, 7 października 2016

Rozdział 23

Dzień przed wylotem do Miami na imprezę u Lewisa dołączyli do nas Kimi i Minttu. Tego wieczoru głównie rozmawialiśmy. Tworzyliśmy wspaniałą rodzinę, która zawsze mogła na siebie liczyć. Jedni dogadywali się lepiej inni gorzej, jednak wszyscy sobie ufaliśmy i mogliśmy na sobie polegać.
Niestety nie przygotowaliśmy się do wyjazdu wieczorem dlatego rano było totalne zamieszanie. Każdy biegał po mieszkaniu i czegoś szukał obijając się o siebie nawzajem. Zbieraliśmy ostanie rzeczy, doradzaliśmy sobie przekrzykując się. W końcu nam się udało i ruszyliśmy na lotnisko, gdzie czekał na nas samolot przysłany przez Hamiltona.
Stęskniłam się za kierowcą Mercedesa dlatego jak go tylko zobaczyłam od razu do niego podbiegłam i mocno go przytuliłam.
- Ślicznie wyglądasz księżniczko. - przywitał się ze mną buziakiem w policzek.
- Na zbyt wiele sobie pozwalasz. - powiedział Vettel ze wzrokiem mordercy, który oczywiście był udawany. Wszyscy się zaśmialiśmy. Przywitali się.
Udaliśmy się do apartamentu Lewisa, w którym razem z dziewczynami robiłyśmy się na bóstwa. Z każą chwilą wyglądałyśmy coraz lepiej.
Wieczorem, gdy wszyscy byliśmy już gotowi udaliśmy się na prywatną imprezę naszego kolegi. Przez cały czas bawiliśmy się wyśmienicie. Oprócz nas było jeszcze kilkanaście innych znajomych Hamiltona.
- Zatańczysz? - podszedł do mnie Brytyjczyk z przyjaznym uśmiechem. Spojrzałam na Sebastiana, odstawiłam bezalkoholowego drinka i poszłam z mężczyzną. Za jakiś czas zmienił go blondyn, z którym zatańczyłam do kilku wolniejszych utworów. To był najlepszy Sylwester na jakim byłam.
Tuż przed północą wszyscy wyszliśmy na taras, z którego było widać fajerwerki. Sebastian stanął za mną i z troską objął mnie w pasie. Zaczęło się wspólne odliczanie do 0 i radość z nowego roku. W tym właśnie czasie kolorowe światełka rozbłysły na niebie. Kelnerzy podali szampana, który równo o północy nalano do kieliszków. Odwróciłam się do blondyna i pocałowałam go. Wszyscy złożyli sobie życzenia noworoczne i z zaciekawieniem oglądali fajerwerki. Kątem oka spojrzałam na Fran, która przytulała się do Daniela. Szeroko się uśmiechnęłam i chwyciłam dłonie Vettela, który jeszcze bliżej mnie do siebie przysunął.
Cała impreza skończyła się około 4 nad ranem. Znajomi Hamiltona rozjechali się do swoich domów a nasza szóstka została jeszcze w jego mieszkaniu. Dopiero wyspani wróciliśmy do Stanów. Minttu i Kimi niestety od razu polecieli do swojego domu.
...trzy miesiące później
Po tak cudownym czasie spędzonym z Sebastianem okropnie trudno było mi się z nim rozstać. Nie wyobrażałam sobie, że nie będę mogła go widzieć przez kilkanaście dni, że nie będę mogła go przytulić, spojrzeć w jego oczy. Jeszcze nie wyjechał a ja już za nim tęskniłam. Chociaż chyba znosiłam to zdecydowanie lepiej od Fran. U niej ta nadchodząca tęsknota objawiała się zdecydowanie gorzej. Daniel i Seb kilkukrotnie musieli jechać na jakieś testy, spotkania, wywiady, ale były to tylko chwilowe rozłąki. Teraz zwyczajnie nie mogłyśmy sobie tego wyobrazić. Podziwiałyśmy Minttu z całego serca.
Miałam nadzieję, że jak wpadnę w wir pracy, do której wracałam po bardzo długiej przerwie i tęsknota nie opęta mnie zbyt mocno.
Razem z Fran odwiozłyśmy chłopaków na lotnisko.
- Będę tęsknić. - powiedziałam ze smutkiem mocno przytulając Sebastiana. Spojrzałam mu głęboko w oczy a po moich policzkach spłynęło kilka łez. Vettel delikatnie je wytarł.
- Nie płacz. Przecież wrócę. - krzywo się uśmiechnął i ponownie mnie przytulił. - Będzie dobrze. - pogłaskał mnie po plecach. - Tylko nie rób nic głupiego. - zaczesał kosmyk moich włosów za ucho i pocałował.
Fran też trudno było się rozstać z Ricciardo. Ze smutkiem w oczach patrzyłyśmy jak odchodzą. Dwa przeciwieństwa a tak wspaniali koledzy. Żeby zatopić smutki w drodze powrotnej kupiłyśmy sobie kilka niezdrowych przekąsek i wieczorem przy jakieś tandetnej komedii romantycznej wpychałyśmy je wszystkie w siebie.
- Co dzisiaj jemy? - zapytała Fran gdy wróciła z pracy. Siedziałam przed laptopem w salonie i przeglądałam newsy w internecie.
- Mam ochotę na coś słodkiego, może omlety? - zaproponowałam. - Albo może nie, ryż z kurczakiem i jakimś sosem. - zmieniłam zdanie. Przyjaciółka popatrzyła na mnie ze zdziwieniem.
- Okres ci się zbliża? - zapytała ze śmiechem. - Masz zachcianki jak kobieta w ciąży. - stukała coś cały czas w swoim telefonie. Właśnie zaczęłam przypominać sobie kiedy ostatni raz przechodziłam ten trudny tydzień. Coś mi się nie zgadzało. Nie odpowiedziałam nic Włoszce a ta spojrzała na mnie z niedowierzaniem. Odstawiłam laptopa na stolik i zdenerwowana pobiegłam do swojego pokoju. Zaczęłam nerwowo szukać w torebce i innych zakamarkach mojego pokoju tego jednego kalendarzyka. Fran stała opierając się o framugę drzwi i z zaciekawieniem mi się przyglądała. Gdy już go znalazłam i odczytałam z niego potrzebne informacje zamarłam. Spojrzałam na przyjaciółkę i ujrzałam pytające spojrzenie.
- Spóźnia mi się. - powiedziałam ze strachem zaciskając usta.
- Ile? - dopytała nadal stojąc w tej samej pozycji. Serce biło mi jak oszalałe. Z jednej strony cieszyłabym się, ale z drugiej bardzo się bałam.
- Prawie trzy miesiące. - oczy Włoszki zrobiły się jak pięciozłotówki. Weszła do mojego pokoju i usiadła na łóżku.
- Przecież lekarze mówili, że to niemożliwe. - przypomniała mi diagnozę specjalisty. Schowała twarz w dłoniach tak jakby chciała zebrać wszystkie swoje myśli. Nie przeszkadzałam jej w tym. Przez cały czas tylko jej się przyglądałam. Brunetka nagle wstała i wyszła z pokoju. Podążyłam za nią. Dziewczyna chwyciła ze swojego pokoju torebkę i pośpiesznie zaczęła zakładać buty.
- Gdzie idziesz? - zapytałam zdezorientowana stojąc za nią z kalendarzykiem w ręku.
- Po test. Zaraz wrócę. - odparła i wyszła z mieszkania. Stałam zdziwiona zachowaniem przyjaciółki. Nigdy nie sądziłam, że jest w stanie tak się zachować. Zachowała zimny umysł a to było do niej niepodobne.
Siedziałam w łazience z testem ciążowym w ręku. Te kilkanaście sekund trwało zdecydowanie za dużo. Sama nie wiedziałam co chciałabym zobaczyć. Bałam się roli matki, ale jak pomyślałam, że Sebastian będzie ojcem tego małego stworzenia robiło mi się ciepło na sercu. Próbowałam sobie przypomnieć wszystko co lekarze mówili mi na ten temat, jednak chyba byłam zbyt zestresowana żeby cokolwiek znaleźć w pamięci. Bałam się niesamowicie. Nie mogłam siedzieć, nie mogłam stać, myślałam, że zaraz dostanę szału. Fran stała za drzwiami łazienki i co chwila waląc w nie pytała czy już. Gdy zbliżał się czas, w którym wynik testu miał się ukazać zamknęłam oczy i pomyślałam, że nie ważne co wyjdzie będzie dobre. Stałam tak przez chwilę przypominając sobie chwilę ze wspólnej nocy z kierowcą Formuły 1. Gdy otworzyłam oczy szczęka opadła mi do samej ziemi. Ujrzałam wynik testu. Był pozytywny. Nie wiedziałam czy się cieszyć czy płakać. Chwilę stałam jak zamurowana zbierając rozbiegane myśli. W końcu postanowiłam wyjść z łazienki i poinformować o wszystkim Fran. Otworzyłam drzwi a siedząca pod ścianą naprzeciwko dziewczyna poderwała się jak oparzona.
- I jak? - zapytała rozentuzjazmowana. Uśmiechnęłam się, zakryłam jedną dłonią usta i pokiwałam twierdząco głową. Włoszka szeroko się uśmiechnęła i mocno mnie przytuliła. - Gratuluję.
Kolejne dwa testy wykazały to samo. Następnego dnia z samego rano zadzwoniłam do lekarza aby umówić się na wizytę. Specjalista potwierdził wyniki testu, ale od razu kazał mi iść do mojego lekarza prowadzącego.
- Gratuluję z całego serca. - mężczyzna uśmiechnął się i uścisnął moją dłoń gdy tylko dowiedział się, że zostanę mamą. Jednak na jego twarzy było zauważalne zdziwienie.
- Może mi pan wyjaśnić jak to się stało? - spojrzał na mnie ze zdziwieniem a ja się zaśmiałam. Nie o takie wyjaśnienia mi chodziło. - Mówił pan, że zajście w ciążę jest niemożliwe. - podrapał się po głowie i spojrzał w moją kartę badań.
- Tak, bo to jest niemożliwe. To jest wręcz nieprawdopodobne. To nie mogło się wydarzyć. - prostym językiem wytłumaczył mi dlaczego nie powinnam być w ciąży. Nie umiał wyjaśnić dlaczego jednak w niej jestem. - Nie ukrywam, że to bardzo niebezpiecznie dla pani zdrowia i zdrowia dziecka. - westchnął jakby się bał dokończyć swoją wypowiedź. - Czy na pewno pani chce…
- Tak! - przerwałam mu i odpowiedziałam na jego pytanie. Tak chce urodzić to dziecko. Nieważne czy kosztem mojego życia. Miałby Sebastiana. Nie ma nawet innej opcji.
Lekarz dał mi kilka wskazówek, powiedział jakie leki teraz mogę brać a jakich się wystrzegać jak ognia. Gdy wyszłam z gabinety w pełni zaczęłam się cieszyć swoim stanem. Byłam zdrowsza, po białaczce prawie nie było śladu, mam wspaniałego chłopaka, z którym już za kila miesięcy zostaniemy rodzicami. Miałam nadzieję, że się nie przestrtaszy i że nie zostawi mnie z tym wszystkim samej. Musiałam z nim porozmawiać jak najszybciej.


• • • • •
Dzisiejszego dnia taki pozytywny rozdział. Lia i Sebastian zostaną rodzicami. To wspaniała nowina, prawda?
Muszę wam powiedzieć, że bardzo mi się ten rozdział podoba. Cieszę się, że udało mi się napisać coś takiego :D no ale ostateczną opinię pozostawiam wam.
Co do waszych opowiadań to staram się nadrabiać, tylko nie idzie mi to zbyt dobrze, ale w miarę możliwości będę to zmieniać.
Do zobaczenia za tydzień :D jutro kolejny weekend z Formułą ♥ szkoda tylko, że trzeba wstać tak wcześnie, no, ale czego się nie robi dla F1.
Besos :*

piątek, 30 września 2016

Rozdział 22

- Nie widziałam jeszcze żeby w tym pomieszczeniu było tyle miłości. - stwierdziłam gdy po obudzeniu się razem z Sebastianem weszliśmy do kuchni aby zrobić sobie poranną kawę. Fran właśnie przygotowywała posiłek uśmiechając się od ucha do ucha. Daniel stał za jej plecami z czułością ją obejmując i co chwila szepcząc do ucha brunetki coraz to nowe słodkie słówka.
Para spojrzała na nas z zawstydzonym uśmiechem.
- Jak spędziliście wieczór? - zapytał Vettel zdejmując rękę z mojej talii i wstawiając wodę. Spojrzałam na niego dumnie po czym skierowałam swój wzrok na zakochanych.
- Dobrze wiemy, że to wasza sprawka. - powiedziała z oburzeniem przyjaciółka co ja jedynie skomentowałam wzruszeniem ramionami. - Ale było cudownie. - uśmiechnęła się a Daniel pocałował ją w czubek głowy.
- Już ci współczuję. - kierowca Ferrari poklepał kolegę po ramieniu w geście wsparcia po czym parsknął śmiechem zobaczywszy morderczy wzrok Włoszki.
Byłam pewna, że teraz będzie już wszystko prostsze. Byli w sobie zakochani po uszy i dzięki naszej malutkiej pomocy mogli teraz celebrować swój związek. Oczywiste było to, że aby zniszczyć tą jakże cudowną relację musiałoby się wydarzyć coś nieprawdopodobnego. Oni byli idealnym potwierdzeniem tezy, że gdzieś po świecie chodzi ta nasza druga, idealna połówka.


Nasz wyjazd zbliżał się wielkimi krokami. Chcieliśmy spędzić czas tylko we dwoje i mieć takie prawdziwe wakacje. Sebastian nie jest chętny na podróże tego typu. Zdecydowanie wystarczy mu jeżdżenia i latania podczas sezonu formuły 1. Gdy ma taką możliwość woli posiedzieć w domu. Jednak po długich rozmowach zdecydowaliśmy, że wybierzemy się gdzieś niedaleko. Padło na Port St. Joe. Byłam już tam kiedyś, podczas jednej z sesji i bardzo mi się spodobał tamtejszy klimat. Spokojna i cicha okolica z relaksującym szumem fal oceanu to coś idealnego dla nas. Nie mogłam się już doczekać naszych pierwszych wspólnych wakacji.
W pracy Fran znów zaczął się czas wielkiego zamieszania i pracy na pełnych obrotach. Coraz więcej miała różnych sesji zdjęciowych, pokazów mody i innych wyjazdów. Nie bałam się jej zostawić bo Daniel cały czas przy niej był. Wiedziałam, że teraz nie zrobi nic głupiego. W hierarchii Fran spadłam na dalszą pozycję kosztem jej związku z Ricciardo, jednak całkowicie nie było mi smutno z tego powodu. Cieszyłam się jej szczęściem.

Na miejsce dotarliśmy późnym wieczorem. Zapadał już zmrok. Rozpakowaliśmy swoje rzeczy w przytulnym i ciepłym pomieszczeniu. Styl jaki panował w pensjonacie, w którym tymczasowo zamieszkaliśmy był bardzo skromny, ale też gustowny. Cała aranżacja wnętrz przeniosła mnie do czasów dzieciństwa, kiedy to spędzałam wakacje u mojej babci.
Otworzyłam drewniane okno na szeroko i usłyszałam spokojny szum fal. Z zainteresowaniem wpatrywałam się w piękny widok za oknem i głośno wdychałam świeże powietrze. Po chwili z wielką ulgą opadłam na łóżko. Przymknęłam powieli i próbowałam uświadomić sobie gdzie i z kim jestem. Sebastian powoli podszedł do łóżka i delikatnie usiadł na nim obok mnie. Ujrzałam jego oczy, w których każdego dnia zakochiwałam się coraz bardziej i radosny uśmiech.
- Dziękuję za to, że jesteś. - wyszeptałam w jego stronę. Blondyn nachylił się i z czułością pocałował
moje usta.
- Kocham cię. - odparł i szeroko się uśmiechnął. Przeczesał moje ciemne włosy po czym zerwał się z łóżka i stanął na prostych nogach tuż przede mną. Podniosłam się na łokciach i ze zdziwieniem na niego spojrzałam nie wiedząc co się dzieje. - Idziemy coś zjeść? - zapytał z uśmiechem podając mi dłoń. Zaśmiałam się i z powrotem opadłam na łózko. A było tak romantycznie, pomyślałam i chwyciłam jego dłoń.

Następnego dnia gdy wyspaliśmy się do granic możliwości i załatwiliśmy wszystkie poranne czynności postanowiliśmy wybrać się na plażę. Byliśmy tam kilka godzin. Nad wodą czas również spędzało zaledwie tylko kilka osób. Po tym jak rozłożyliśmy swoje rzeczy na nagrzanym od słońca piasku zdjęłam okrycie wierzchnie i w stroju kąpielowym stałam nad brzegiem wpatrując się w to jak fale zalewają moje stopy.
- Idziemy? - Sebastian stanął obok mnie zachęcając aby weszła do wody.
- Nie, za chwilę. - mężczyzna bez zastanowienia wbiegł do oceanu. Gdy po przepłynięciu kilku metrów wynurzył się i odrzucił mokre włosy poczułam, że odfruwam. Zawołał mnie kilka razy gestem ręki, ale ja jedynie pokręciłam głową. Po kilku chwilach wyszedł z wody zakręcił się kilka razy i wziął mnie na ręce.
- Sebastian, proszę nie. - zaczęłam krzyczeć gdy zrozumiałam co chce zrobić. - Błagam, Seb. - piszczałam machając nogami. Oplotłam dłońmi jego szyję i wtuliłam się w niego najmocniej jak umiałam. Kątem oka zauważyłam jak ludzie uśmiechali się szczerze i z zaciekawieniem nam się przyglądali. - Nienawidzę cię. - gdy prośby nic nie pomogły zaczęłam mówić w jego kierunku niezbyt pochlebne słowa. Gdy poczułam, że już jesteśmy kawałek od brzegu zamilkłam. Nie minęło kilka sekund a Vettel wrzucił mnie do wody. Nie była ona zbyt zimna, w sumie była całkiem przyjemna. Wynurzyłam się i spojrzałam na uśmiechniętego dumnie blondyna. - Nienawidzę cię. - powtórzyłam odgarniając mokre włosy. Mężczyzna podszedł do mnie i pocałował mnie tak przyjemnie, że cała złość odeszła. Ludzie, którzy siedzieli na plaży zaczęli klaskać w dłonie.
Po domowym obiedzie przygotowanym starannie w naszym pensjonacie poszliśmy zwiedzić okolicę.

Wieczorem kolejnego dnia wybraliśmy się na romantyczną kolację. Ubrana w czarną, prostą sukienkę przylegającą do ciała i czarne, zamszowe szpilki byłam gotowa do wyjścia. Lekki makijaż i rozpuszczone włosy to to co moim zdaniem najbardziej do mnie pasowało. Sebastian w swojej stylizacji wyglądał bardzo przystojnie. Udaliśmy się do jednej z restauracji. Ślicznie przygotowany stolik już na nas czekał. Zapowiadał się cudowny romantyczny wieczór. Zjedliśmy pyszny posiłek cały czas rozmawiając na przeróżne tematy. Tym razem nie popełniłam takiego samego błędu jak kilka tygodni temu i nawet nie tknęłam alkoholu.
Powolnym krokiem, trzymając się za ręce kierowaliśmy się do naszego hotelu. Po wejściu do pokoju zdjęłam szpilki i zmęczona położyłam się na łóżku. Sebastian za chwilę zajął miejsce obok mnie.
- Cieszę się, że wtedy zemdlałaś tuż przede mną. - podniósł się na łokciu i spojrzał na mnie z zainteresowaniem i wdzięcznością. Przewróciłam się i przeczesałam jego blond włosy. Pogłaskałam jego policzek zahaczając palcami o jego usta. Nachyliłam się nad nim i pocałowałam go. Zaczesał za ucho kosmyk grzywki, który opadł mi na twarz i przysunął mnie bliżej siebie po czym zaczął namiętnie całować. Kocham go całym sercem, chciałabym spędzić z nim resztę życia i chciałabym żeby zawsze między nami było tak jak teraz. Zdałam sobie sprawę z tego, że jestem gotowa na kolejny krok. Nadal go całując namierzyłam palcami guziki jego koszuli i powoli zaczęłam je rozpinać. Odsunęłam się na kilka centymetrów od Sebastiana. Uśmiechnął się radośnie a w jego oczach zagościły ogniste płomienie. Rozsunął suwak mojej sukienki a ja do końca rozpięłam guziki koszuli. Opuszkami palców przejechałam po jego umięśnionym brzuchu i rozpięłam jego spodnie. Z każdą chwilą kolejne części garderoby lądowały na podłodze...
Noc spędziliśmy niezwykle przyjemnie. Co prawda bez większego przemyślenia i odpowiedniego zabezpieczenia całej sytuacji, ale lekarze po kilkanaście razy powtarzali mi, że przy przyjmowaniu takich leków jakie musiałam brać zajście w ciąże jest niemożliwe. Podobno może być z tym problem nawet po całkowitym moim wyzdrowieniu. Dlatego cała sytuacja potoczyła się bez zbędnych ograniczeń i zmartwień.

Po krótkich, ale niesamowitych wakacjach wróciliśmy do mojego mieszkania. Fran, mimo swojego napiętego grafiku znalazła chwilę aby nas przywitać po czy znów poleciała do pracy. Wieczorem przy lampce wina, opowiedzieliśmy im cały nasz wyjazd. Oczywiście na osobności pochwaliłam się swojej przyjaciółce do czego doszło między nami jednej nocy. Gdy usłyszała tą wiadomość uśmiechnęła się szeroko i znacząco poruszyła brwiami.
Tego wieczoru również rozmawialiśmy na temat nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia. Fran i Daniel wybierają się do jego rodziców, których Włoszka miała już przyjemność spotkać kilkakrotnie. Wraz z Sebastianem długo zastanawialiśmy się nad tym jak to wszystko zorganizować. Moja rodzina jest na miejscu a Vettel swojej nie widział od kilku tygodni. Nie poznałam jeszcze jego krewnych a uważałam, że takie okazje spędza się w gronie najbliższych. Jednak zarówno Seb jak i jego mama bardzo nalegają abym przyjechała. Po poważnej rozmowie z moimi rodzicami podjęłam decyzję. Tydzień przed Świętami lecimy do rodzinnego domu Niemca a wracamy kilka dni po Wigilii, tak aby spędzić Nowy Rok na imprezie u Hamiltona w Miami.
 Bardzo stresowałam się tym spotkaniem, bo bardzo zależy mi na związku z mężczyzną i chciałam aby jego rodzina mnie polubiła.
Wszystkie nasze plany wypaliły a bliscy Sebastiana przyjęli mnie z otwartymi ramionami. Polubiłam jego rodziców i Fabiana również, wydaje mi się, że oni też mnie zaakceptowali. Spędziłam z nimi cudownie czas. To była magiczne Święta i mam nadzieję, że za rok, dwie Wigilie złączymy w jedną i będzie jeszcze cudowniej.

• • • • •
Hej :) W końcu jakiś normalnie napisany rozdział. Dziękuję za tak miłe i wspierające komentarze pod ostatnim rozdziałem. Jesteście cudowni :*
Powiem Wam szczerze, że ta historia zmierza już ku końcowi. Nie wiem dokładnie ile rozdziałów jeszcze zajmie mi skończenie tej opowieści, ale w efekcie końcowym planuje max 35-36 rozdziałów.
Czekam na opinie i komentarze :) wiem, jestem słaba w pianiu takich scen :P
Pozdrawiam, życzę miłego weekendu i jutro pobudka na kwalifikacje :D

piątek, 23 września 2016

Rozdział 21

Powrót do domu z Sebastianem sprawił mi ogromną radość. Czułam, że zaczynamy żyć razem i jesteśmy częścią życia tego drugiego. Ten związek robił się coraz poważniejszy i stabilniejszy, a relacja pomiędzy nami tylko się utwierdzała.
Fran Daniela nadal trzymała na dystans. Jednak w jej oczach widziałam ogromną miłość do tego mężczyzny. W końcu byłam o nią spokojna. Nie musiałam się już o nią martwić. Miłość potrafi zmienić człowieka. Fran jest doskonałym na to przykładem.
Pierwsza noc po powrocie do domu na zawsze zapadnie mi w pamięć. Z racji tego, że moja przyjaciółka na noc wyrzuciła kierowcę Red Bulla ze swojego pokoju i biedny musiał spać na kanapie w salonie, dla mojego chłopaka już nie było tam miejsca. Zdecydowałam, że przygarnę go do siebie. W duchu dziękowałam Włoszce, jednak bardzo było mi szkoda bruneta.
Wtulenie się w jego ciepłe ciało było czymś niesamowitym. Wspaniale było zasnąć na jego ramieniu a po obudzeniu się ujrzeć jego błyszczące, błękitne tęczówki i radosny uśmiech. Porannym buziakiem sprawiał, że cały dzień zapowiadał się fantastycznie. Dzięki temu, że był obok czułam się bezpieczniej.
Kilkudniowe mieszkanie w cztery osoby również dla chłopaków było czymś nowym. Znali się i lubili, jednak na początku była widoczna pewna obawa. Z każdym dniem ta blokada się zmniejszała. To było urocze bo widziałam jak bardzo im zależy nam tym a przez to też na nas.
Początkowe dni spędziliśmy na całkowitym relaksie. Żadnych wyjść, imprez, spotkań tylko nasza czwórka. Kierowcy bardzo potrzebowali odpoczynku. W końcu mieli wakacje i musieli się odprężyć. W pełni to rozumiałam.
Odbyłam również obowiązkową wizytę u lekarza, który tylko mnie utwierdził w przekonaniu, że wszystko idzie w dobrym kierunku, że jest coraz lepiej. Wszyscy bardzo cieszyliśmy się tymi informacjami. Kroki podjęte w czasie, w którym leżałam w szpitalu okazały się trafne. Lekarz, który się mną opiekował był chyba najlepszym lekarzem na ziemi. Przywrócił mnie do życia i jeszcze sprawiał, że czułam się coraz lepiej. Nabierałam nadziei, że wszystko się ułoży. Wielokrotnie miałam różne myśli i przepuszczenia na ten temat, ale nigdy nie byłam tak pozytywnie nastawiona. Jednak nie mogłam jeszcze wrócić do pracy. Musiałam odpoczywać jeszcze przez kilka tygodniu.
Kolejnym sposobem spędzenia wakacji było zaproszenie Kimiego, Minttu i ich synka Robina do Stanów. Bardzo stęskniłam się za tymi ludźmi a, że nikt nie miał nic przeciwko szybko ten pomysł wcieliłam w życie. Rodzina przyjechała już kilka dni później. Wspaniale, wspólnie spędziliśmy czas. Muszę przyznać, że Młody Raikkonen od razu podbił moje serce. Chłopiec jest cudownym dzieckiem. Bardzo grzecznym i przesłodkim. Wcale się nie wstydził a w Sebastiana jest zapatrzony jak w obrazek. Podobno od zawsze się dogadywali i lubili. Większość czasu spędził właśnie z nim bawiąc się, wygłupiając i śmiejąc się. Praktycznie nie schodził z rąk Vettela. Nawet jak Minttu wzięła go tylko na chwilę on od razu zaczynał się wiercić chcą wrócić do kierowcy Ferrari. Niemiec słodko wyglądał z takim małym brzdącem. To był widok, którym nie mogłam nacieszyć wzroku. Pomyślałam, że byłby wspaniałym ojcem moich dzieci.
Jednego dnia podczas wizyty naszych przyjaciół wybraliśmy się na długi spacer. Cały dzień spędziliśmy na dworzu co najbardziej odczuł Robin, który do tej pory energicznie biegał dookoła nas teraz spał na rękach u  Sebastiana. Nie powstrzymałam się aby nie zrobić im zdjęcia i tym oto sposobem kolejne 30 minut zamieniło się w sesje zdjęciową. Min tak spodobało się owe zdjęcie, że aż wrzuciła je na swoje poratle społęcznośćiowe. Sprawiła mi tym ogromną przyjemność. Również inne zdjęcia mojego autorstwa trafiły dzięki niej do internetu.
Podczas gdy Fran spędzała wieczór w pracy Daniel, Kimi i Seb postanowili, że idą na męskie wyjście. Ja oraz Minttu zostałyśmy z już śpiącym Robinem. Potrzebowałam takiego wieczoru, miałam dużo rzeczy jej do powiedzenia i spędziłyśmy bardzo miły wieczór. Doradziła mi w pewnych sprawach. Byłam bardzo wdzięczna za taką znajomość, za to, że spotkałam tak cudowne osoby w swoim życiu.
Razem z Vettelem odwieźliśmy naszych gości na lotnisko i dostaliśmy zaproszenie aby jak najszybciej przyjechać teraz do nich. Na pewno z niego skorzystamy bo bardzo lubię spędzać z nimi czas.

Leżałam z wtulona w Sebastiana na łóżku w moim pokoju rozmawiając o naszych nadchodzącym wyjeździe gdy nagle usłyszeliśmy hałas spowodowany powrotem Fran i jej przyszłego chłopaka. Spokojnie mogę tak powiedzieć, bo na pewno tak się to wszystko skończy. Po dość głośniej wymianie zdanie usłyszeliśmy trzask drzwi.
- Fran chyba nie jest w najlepszym nastroju. - podsumował Sebastian i uśmiechnął się do mnie. Po kilku chwilach ciszy oboje jednocześnie się podnieśliśmy.
- Trzeba coś w końcu z tym zrobić bo zwariuje. - Vettel przepuścił mnie w drzwiach. Dodaliśmy sobie otuchy spojrzeniem i ruszyliśmy w dwie różne strony. Niemiec skierował się do salonu, gdzie siedział załamany Daniel, a ja do Fran, która zabarykadowała się w swoim pokoju. Wparowałam do pomieszczenia bez pukania. Brunetka nagle poderwała się z wyrzutem i spojrzała w moją stronę. Gdy ujrzała moją sylwetkę ponownie opadła na łóżku głośno wzdychając.
- Czy ty kompletnie oszalałaś?! Co się stało?! - zapytałam siadając na krześle stojącym przy biurku.
- Daniel cały czas mnie ignoruje. - odezwała się po kilku minutach a ja parsknęłam śmiechem. Spojrzała się na mnie wzrokiem mordercy.
- A tak konkretnie? - próbowałam uzyskać jakieś informacje powstrzymując się od śmiechu. Jeśli oni za kilka dni mnie będą razem ja oszaleję.
- Gdy spotkał swoje fanki całkowicie zaczął mnie ignorować. Zaczął je przytulać, obejmować i z ogromną przyjemnością robić sobie z nimi zdjęcia. Uśmiech nie schodził mu z twarzy. - opowiadała z wielkim przejęciem.
- Jesteś nienormalna? Przecież to jego fanki, on jest dla nich autorytetem, idolem. Myślisz, że Seb nie ma fanów? Musisz to zaakceptować i nauczyć się z tym żyć jak chcesz stworzyć z nim coś wielkiego. - tłumaczyłam jej, ale to co ona robiła całkowicie nie było do niej podobne.
- Ale...- zaczęła, jednak od razu jej przerwałam.
- Ale jutro idziemy na miasto i może jak się trochę rozerwiesz to zrozumiesz. - Fran zdziwiła się moją propozycją bo to ona zawsze wyciągała mnie na takie wyjścia. Jednak kompletnie nie zdawała sobie sprawy z tego co planuję z blondynem.
- Zazdroszczę ci tego, że tak cudownie układa ci się z Sebastianem. Jesteście uroczą parą i idealnie się uzupełniacie. Chciałabym kiedyś stworzyć coś chociaż w połowie tak wspaniałego. - otworzyła się przede mną co zapoczątkowało kilkugodzinną rozmowę.

• • • • •
- Stary, co jest? - podszedłem do Daniela i usiadłem obok niego. Odkąd w życiu prywatnym jesteśmy powiązani bardziej niż kilka lat temu polubiłem go i chciałbym mu pomóc.
- Fran ma jakieś urojenia. - spojrzałem na niego czekając na resztę opowieści. - Spotkałem kilka fanek. Przytuliłem je, uśmiechnąłem się do zdjęcia. Sam rozumiesz. A ona już się obraziła. Nie chciała mnie słuchać i do tej pory się do mnie nie odzywa. Nie mam pojęcia co mam robić. - wyznał kierowca Red Bulla a ja jedynie współczułem mu wyboru wybranki.
- Jest zazdrosna. - stwierdziłem i poklepałem go w geście wsparcia po plecach.
 - Ale o co? Przecież nic nie zrobiłem. - zapytał zmarnowany. Zależało mu na niej, ale chyba nie znał Włoszki tak jak ja. Postanowiłem mu pomóc. Opowiedziałem co mogłoby mu się przydać w tej sytuacji a co sam wiedziałem już od bardzo dawana.
- Może wyskoczymy jutro na jakieś piwo? Tak żebyś nabrał dystansu. Obu dobrze nam to zrobi. - Ricciardo od razu się zgodził.

Cała nasz czwóra zaczęła się szykować na, w założeniu dwa różne wyjścia. Fran i Daniel nadal się do siebie nie odzywali co było dla mnie bardzo męczące. Po krótkiej rundzie po mieście poszliśmy do jednego z barów. Pod pretekstem zadzwonienia do Lii zostałem na zewnątrz i stanąłem kilka metrów od wejścia. Czekałem na dziewczyny, które zjawiły się za kilka sekund. Moja sojuszniczka zastosowała taką samą taktykę jak ja i już po chwili stała obok mnie.
- Myślisz, że się uda. - zapytała obejmując mnie w pasie jedną ręką.
- Mam taką nadzieję. - uśmiechnąłem się. Oboje napisaliśmy sms do dwójki i ruszyliśmy na wieczorny spacer po czym wróciliśmy do domu.
Para wróciła późno w nocy, można nawet powiedzieć, że to było nad ranem. Po ich zachowaniu i wyraźnie słyszalnym dobrym humorze uznaliśmy, że nasz plan się powiódł. Nie myliliśmy się. Para oficjalnie była już razem. Fran od razu zmieniła sposób patrzenia na pewne sprawy a my cieszyliśmy się szczęściem naszych przyjaciół.


• • • • •
Wróciłam! Tak bardzo Was przepraszam za to, że tak długo mnie nie było. Na początku września byłam na wakacjach, w Hiszpanii i całkowicie nie miałam jak czegokolwiek napisać a przed wyjazdem nie zdążyłam. Gdy wróciłam miałam tonę rzecz do nadrabiania. Wiecie jak to jest. Nie było Was kilka dni w szkole a tu zapisane pół zeszytu. Trzeba było wszystko przepisać, ale też ogarniać rzeczy na bieżąco. W sumie dużo mi się tego nazbierało i nie miałam czasu nic stworzyć. Bardzo Was przepraszam bo nigdy nic takiego nie miało miejsca (i mam nadzieję, że nic podobnego się nie powtórzy) Jeśli mi się uda to może w niedzielę wieczorem, albo do środy dodam kolejny rozdział taki na odpokutowanie. Jeśli oczywiście chcecie.
Wasze opowiadania będę nadrabiać jak tylko znajdę chwilę.
Jeszcze raz przepraszam i czekam na opinię tego jakże szybkiego rozdziału.



piątek, 2 września 2016

Rozdział 20

Zbliżał się kolejny weekend wyścigowy i musieliśmy się zbierać. Nie mogliśmy opuścić kolejnego wyścigu. Nasi szefowie by nas pozabijali. Minttu po tym jak wróciła od swojego synka, którym opiekowali się dziadkowie postanowiła zostać z Fran aby nie czuła się samotna. Tuż przed wyjazdem poszedłem do Lii. Wierzyłem w to, że ona mnie słyszy i docierają do niej moje słowa. Jest nieprzytomna a nie martwa.
- Cześć skarbie. - przywitałem się całując ją w czoło. Przyzwyczaiłem się do widoku leżącej nieruchomo dziewczyny. - Zaraz lecimy na wyścig, ale Min i Fran z tobą zostają. Mam nadzieję, że zanim wrócę to się obudzisz. Albo, mam pomysł. Jak ja będę na podium ty odzyskasz przytomność. Stoi? Lepiej się postaraj bo ja dam z siebie wszystko. - uśmiechnąłem się pod nosem. Popatrzyłem jeszcze chwilę na bladą twarz kobiety i pocałowałem ją. - Kocham cię i tęsknię. - wyszeptałem tuż nad jej głową. Przeczesałem włosy, zerknąłem jeszcze kilka razy na brunetkę i ze smutkiem opuściłem pomieszczenie. Zamieniłem kilka słów z dziewczynami i cała nasza czwórka zapakowała się do samolotu Lewisa.
Bardzo martwiłem się o Lię jednak musiałem maksymalnie skupić się na treningach. Dużo osób pytało mnie o stan zdrowia pani fotograf, nawet usłyszałem to pytanie z ust dwóch dziennikarzy. Bardzo mnie to ucieszyło ponieważ wiedziałem że wszyscy ją zaakceptowali.
W ten weekend chciałem pojechać jak najlepiej. W końcu mieliśmy umowę. Mimo tego, że byłem wymęczony dawałem z siebie wszystko. Nawet zrezygnowałem z wyjścia z chłopakami aby odpocząć przed kwalifikacjami. Opłacał się ten ruch bo startowałem z drugiej pozycji. Tuż za Hamiltonem. Cóż za zdziwienie.
Przed startem moje myśli były skupione jak nigdy. Teraz liczył się tylko wyścig. Wyścig dla niej. Musiałem dotrzymać słowa i być na podium. Tego dnia nawet nie dzwoniłem do dziewczyn. Nie chciałem się rozpraszać. Wyścigu nie wygrałem, ale byłem na podium. Liczyłem, wierzyłem w to, że Lia się obudzi. Ja swoją część układu spełniłem. Byłem z siebie bardzo dumny i chciałem jak najszybciej być w szpitalu. Kimi i Lewis musieli coś załatwić dlatego tylko ja z Danielem wróciliśmy do Stanów. Od kilku wyścigów zdaje sobie sprawę, że to Hamilton wygra cały sezon i dzisiejszym zwycięstwem to potwierdził.
Wchodząc do szpitala towarzyszył mi i Danielowi całkiem niezły humor. Wyścig bardzo mi w tym pomógł, ale również zawdzięczałem to chłopakom. Gdy weszliśmy na piętro, na którym znajdowała się sala Lii zauważyliśmy niezwykłe poruszenie.
- Chyba coś się stało. - zauważył Ricciardo. Spiorunowałem go wzrokiem a on jedynie pożałował tego co przed chwilą powiedział. Rozejrzałem się po ludziach, którzy pędzili szybko w wyznaczonym sobie kierunku i poczułem, że moje serce zaczęło przyspieszać. Lia! Pomyślałem i pobiegłem w stronę sali. Moje przepuszczenia okazały się prawdziwe. Wszycy biegli właśnie do niej. Przez myśl przechodziła tylko jedna, nieprzyjemna myśl. Minttu i Fran nerwowo stały pod drzwiami i obserwowały jak kolejne osoby wchodzą do pokoju ich koleżanki.
- Co się stało? - podbiegłem do brunetek niezwykle zdenerwowany. Fran uśmiechnęła się, pomyślałem, że to na widok Daniela, który pojawił się zaraz za mną. Spojrzałem na Minttu pytająco, ale zobaczywszy jej uśmiech nie mogłem uwierzyć w to co się dzieje. - Naprawdę? - zapytałem rozemocjonowany i podrapałem się po lekkim zaroście. Od razu odczytałem z jej twarzy wszystkie informacje.
- Tak. Budzi się. - Przytuliłem radośnie Finkę a ona się zaśmiała. Miałem ochotę skakać z radości. - Mniej więcej po tym jak zakończyliście wyścig zaczęła dawać oznaki życia. - Poczułem wielką radość i ulgę. Mój pomysł zadziałał. Udało się. Dziewczyny opowiedziały mi wszystko i doszedłem do wniosku, że zaczęła się budzić gdy ja byłem na terenie szpitala. To może dziwne, ale wszystko co powiedziały mi brunetki właśnie do tej tezy pasowało. Pomyślałem, że jednak jakaś magiczna moc nas do siebie ciągnie.
• • • • •
Otworzyłam oczy i ujrzałam kilkanaście zupełnie nieznanych mi osób w białych fartuchach. Niepewnie rozejrzałam się po pokoju, ale od razu dostałam radę aby nie ruszała się zbyt nerwowo. Byłam w szpitalu i pamiętałam wszystko. Pierwsze o czym pomyślałam to Sebastian. Bardzo chciałam z nim porozmawiać. Przez kilkanaście minut rozmawiałam z osobami, które znajdowały się w pomieszczeniu. Co kilka minut ktoś wychodził i na koniec został tylko lekarz, który zajmował się moją białaczką. Opowiedział mi czego się dowiedział i co wydarzyło się przez te kilkanaście dni.
- Ma pani wspaniałych znajomych i rodzinę. - powiedział lekarz uśmiechając się nieznacznie i sprawdzając kroplówkę. Spojrzałam na niego pytająco. - Przez cały czas ktoś siedział na korytarzu. Czekali na panią. A męża trzeba było wyciągać siłą. Chciał tutaj siedzieć cały czas. - poczułam przyjemne ciepło w środku mojego ciała i uśmiechnęłam się minimalnie. Byłam bardzo zmęczona i osłabiona. Ledwo wypowiadałam jakiekolwiek słowa, jednak musiałam zebrać wszystkie siły, które mi jeszcze zostały.
- Teraz też ktoś jest? - zapytałam podnosząc się lekko na łóżku. Lekarz pokiwał twierdząco głową. - Może pan ich zawołać? - długo tłumaczył mi, że powinnam odpoczywać, ale byłam tak uparta, że w końcu uległ. Zapytał mnie jeszcze o kilka spraw związanych z moją nieprzytomnością i wyszedł. Kilka bardzo długich minut potem ujrzałam moją przyjaciółkę i Minttu. Fran ze łzami w oczach szybko podeszła do mojego łóżka i mocno mnie przytuliła.
- Jesteś nienormalna! - powiedziała, gdy już się ode mnie odsunęła.
- Też się cieszę, że was widzę. - Min uśmiechnęła się i delikatnie mnie objęła. Cieszyłam się, że tutaj są, ale czekałam na jedną osobę. Dziewczyny usiadły na stołkach obok mnie i zaczęły pytać mnie o to jak się czuję. Uwielbiałam je. Żadna jednak nie wspomniała o mojej kłótni z kierowcą Ferrari. Jeżeli to w ogóle można nazwać kłótnią. Wpatrywałam się w nie, ale po głowie chodziła mi tylko jedna myśl. Nagle moje koleżanki ucichły a do pomieszczenia powolnym, niepewnym krokiem wszedł Sebastian. Jego błękitne tęczówki były jeszcze piękniejsze niż wtedy, kiedy je ostatni raz widziałam. Blondyn stanął naprzeciwko mojego łóżka i oprał się o białą ścianę. Serce zaczęło bić mi niemiłosiernie szybko a w pomieszczeniu zapanowała cisza. Vettel uważnie mi się przyglądał, ja też nie odbywałam od niego wzroku. Jego twarz była jak kamień, nie wyrażała żadnych emocji, nic nie dało się z niej odczytać. Pomyślałam, że to już koniec, ale z drugiej strony bardzo cieszyłam się, że tutaj był. Minttu i Fran lustrowały nas wzrokiem. Sebastian był taki przystojny, byłam szczęśliwa, że to akurat w nim się zakochałam. Pamiętałam moją telefoniczną rozmowę z Minttu. Wiedziałam, że Seb nic złego nie zrobił a to wszystko czego się dowiedziałam było tylko po to aby nas pokłócić.
Mimo tego, że byłam bardzo zmęczona nie mogłam być taka poważna jaką zgrywałam gdy blondyn wszedł do pomieszczenia. Zebrałam resztki sił i uśmiechnęłam się. Na twarzy Niemca momentalnie również pojawił się ten sam gest. Szybkim krokiem podszedł do drugiego brzegu łóżka, nachylił się i namiętnie mnie pocałował. Dziewczyny zaczęły coś do siebie szeptać. A ja byłam szczęśliwa jak nigdy w swoim życiu.
- Przepraszam. - wyszeptałam a on jedynie pokręcił głową. Vettel nie zdążył nawet usiąść a lekarz kazał im już wyjść ponieważ muszę odpoczywać. Koleżanki mnie przytuliły i obiecały, że jutro też przyjdą a Sebastian ponownie pocałował. To chyba oznaczało, że mi wybaczył. Jednak chciałam normalnie z nim porozmawiać. Tylko w cztery oczy.
Nie mogłam zasnąć. Po mojej głowie krążyło tysiąc myśli, ale byłam bardzo szczęśliwa. Napisałam sms do Finki. Długo pisałyśmy ze sobą na przeróżne tematy dopóki rzeczywiście nie poczułam się senna. Chciałam wyzdrowieć i stąd wyjść.
Po porannym obchodzie dostałam nową porcję leków. Lekarz oznajmił mi, że są one mocniejsze niż te poprzednie i mogę się przez to znacznie gorzej czuć. Powiedział również, że trzeba wprowadzić kolejny etap leczenia przez co mogę stracić włosy oraz może być mi odebrana możliwość zajścia w ciążę w przyszłości. Teraz, przez brane lekarstwa całkowicie jest to niemożliwe. Dodatkowo zagrażałoby życiu moim oraz dziecka. Nie skupiałam się za bardzo na tych informacjach bo nie planuję powiększyć rodziny.
- Sebastian przepraszam. Nie powinnam jej od tak uwierzyć. - zaczęłam po krótkim wywiadzie przeprowadzonym przez Niemca gdy przyszedł mnie odwiedzić. Było mi głupio, że jej uwierzyłam. Wszyscy mnie ostrzegali a ja swój związek z kierowcą powiesiłam na włosku.
- To znaczy komu? - zapytał zdziwiony mężczyzna, który początkowo nie chciał rozmawiać na ten temat, ale nic nie wiedział o całym wydarzeniu. Nikt mu nie powiedział.
- Vivian. To przez nią to całe zamieszanie. - spuściłam wzrok i kilka łez zakręciło mi się w oczach. Opowiedziałam mu całą historię. Powiedziałam mu wszystko co się stało. Uważnie mnie słuchał przez cały czas.
- To już nie ważne. Było minęło. Najważniejsze, że się obudziłaś. - uśmiechnął się szeroko. Jak ja kochałam tego człowieka. Zrobiłam tyle głupstw a on nadal był przy mnie. Kurczę, chyba naprawdę łączyło nas coś silnego. Gdy dowiedziałam się o tym co mi powiedział przed wyjazdem na wyścig nie mogłam uwierzyć. Czy to możliwe, że aż tak podświadomie wszystko słyszałam. On był na podium, ja się obudziłam. To było dziwne.
Po jakimś czasie dołączyły do nas dziewczyn i Daniel, który wyraźnie czuł coś do mojej przyjaciółki. Nie mogłam z nią spokojnie porozmawiać bo cały czas ktoś był obok. Wieczorem przybył również Lewis i Kimi. Brytyjczyk do pokoju wpadł z bukietem pięknych kwiatów. Dziękowałam Bogu, że mam takich znajomych. Byłam im wszystkim bardzo wdzięczna i za każdym razem jak tylko o tym myślałam chciało mi się płakać. Ze szczęścia.
 ……………………………………………………..

Zgodnie z przepuszczeniami lekarzy w szpitalu leżałam kilka tygodni. Leżenie i nabieranie sił było męczące i nudne. Chłopaki siedzieli ze mną czasami nawet cały dzień. Jednak oni też musieli się zająć wyścigami i swoim życiem. Kończył się sezon, więc mieli dużo pracy. Co prawda Ricciardo przeważnie przyjeżdżał do Fran jednak Lewis potrafił przylecieć tylko po to aby spędzić ze mną dwie godziny. To prawdziwy przyjaciel. Minttu również musiała jechać do swojego synka, który i tak już bardzo długo był pod opieką dziadków. Fran latała po jakiś pokazach mody i była przeszczęśliwa ponieważ jej znajomość z Danielem rozkwitała. A ja leżałam i wpatrywałam się w białe ściany. Byłam szczęśliwa, że Vettel mi wybaczył, że mam tak cudownych znajomych, przyjaciół. Zastanawiałam się również nad tym dlaczego byłam taka głupia. Wiedziałam, że nie mogę pić alkoholu, ale i tak go wypiłam. Od teraz ściśle trzymam się zaleceń lekarzy i mocno wierzę w to, że wygram z tą chorobą.
Z powodu mojego pobytu w szpitalu musiałam odpuścić pracę. Urlop był w tym przypadku nieunikniony. Bardzo brakowało mi mojego codziennego zajęcia, ale nie miałam wyjścia. Z każdym dniem czułam się coraz lepiej.
- Cześć przyniosłam ci coś do jedzenia. - Fran wpadła do pokoju jak burza uśmiechając się od ucha do ucha. Położyła reklamówkę na szafce obok mnie i usiadła na białym taborecie. Uśmiechnęłam się w geście podziękowania. - Jak się czujesz? - zaczesała ciemne włosy, które opadły jej na twarz.
- Nie najgorzej, ale strasznie się nudzę. - przewróciłam oczami i zaśmiałam się. - Dobrze, że przyszłaś bo muszę z tobą poważnie porozmawiać. - Włoszka zaniepokoiła się. Usadowiłam się wygodnie na łóżku i zrobiłam poważną minę. - Co tam u ciebie i Daniela? - z przyjaciółki zeszło powietrze. Ostatnio wszystko kręciło się wokół mnie i miałam przez to okropne wyrzuty sumienia.
- Chyba znalazłam miłość swojego życia. - powiedziała nieśmiało a ja nie wierzyłam w to co słyszę. - Bardzo fajnie się dogadujemy. Mimo różnych zainteresowań mamy o czym rozmawiać. Ma poczucie humoru i bardzo pozytywne nastawienie do życia. - Przyjaciółka kontynuowała a ja zastanawiałam się kiedy padną słowa: "jest przystojny", "dobrze całuje" albo coś w tym rodzaju. Nie poznawałam jej. Nigdy wcześniej nie mówiła tak o żadnym facecie.
- A dobry jest w łóżku? - wiedziałam, że to może ją urazić i to może trochę ciekawskie i wredne, ale musiałam o to zapytać. W końcu to moja przyjaciółka. Włoszka spojrzała na mnie dziwnym wzrokiem, którego dotychczas nie widziałam.
- Nie spałam z nim. - powiedziała z dumą. A ja powstrzymywałam moją szczękę aby nie upadła. - Ja nawet go nie pocałowałam. - Teraz byłam całkowicie zdumiona. Nie wiedziałam co powiedzieć. Nie wiedziałam, że ona może się tak zachowywać, ale byłam z niej dumna i oczywiście, cieszyłam się jej szczęściem.
- Ktoś mi podmienił przyjaciółkę. - wydusiłam z siebie po pewnym czasie. Fran się zaśmiała i podała mi szklankę z wodą. - I co teraz zamierzasz? - bardzo chciałam, żeby znalazła sobie kogoś na dłużej. Z kim tworzyłaby prawdziwy związek. Daniel pasował mi do dziewczyny. Był naprawdę spoko gościem i bardzo go lubiłam.
- Nic. Co ma się stać to się stanie. Na wszystko potrzeba czasu. - brunetka podeszła do okna i otworzyła je aby do środka wleciało trochę świeżego powietrza. - A co u ciebie i Sebastiana? - zapytała opierając się o parapet. - Wyjaśniliście sobie wszystko?
- Tak, wszystko mu już opowiedziałam o on stwierdził, że jak zobaczy Rosberga albo Vivian to za siebie nie ręczy. - brunetka zaśmiała się. Po kilku minutach rozmowy ponownie zostałam sama.
Dzięki lekom, ze szpitala mogłam wyjść kilka dni przed ostatnim wyścigiem w sezonie. Bardzo chciałam tam jechać. Dopingować Sebastiana bo cały czas miał szansę na mistrzostwo a przede wszystkim policzyć się z Vivian. Mój stan zdrowia po tych kilku tygodniach spędzonych w klinice bardzo się poprawił i czułam się bardzo dobrze. Lekarze, po długich negocjacjach pozwolili mi jechać do Brazylii, jednak zaraz po powrocie miałam stawić się u mojego specjalisty. Cieszyłam się, nawet bardzo. Wierzyłam w to, że jak już raz uniknęłam śmierci teraz będzie tylko lepiej. Byłam silna, miałam wspaniałych przyjaciół i cudownego chłopaka.
Ze szpitala odebrała mnie przyjaciółka. Przez cały czas traktowała mnie jak noworodka.
Do Brazylii dotarłyśmy w piątek, w trakcie drugiej sesji treningowej. Bardzo stęskniłam się za Sebastianem, mimo tego, że niedawno u mnie był. Brakowało mi też chłopaków. Lewisa, Daniela, Kimiego. Wszyscy mieli ogromny wpływ na mnie i na moje życie. Gdy zbliżałyśmy się do padoku widziałam dużo uśmiechów kierowanych w moją stronę, ale także zdziwionych spojrzeń. Pierwszą osobą z jaką się przywitałam była Minttu. Kierowcy akurat znajdowali się na torze. Po chwili dołączył do nas szef zespołu, który oczywiście zapytał mnie o mój stan zdrowia. Wszyscy byli zdziwieni tym, że tak dobrze się czuję, ale życzyli mi jak najlepiej i cieszyli się, że tutaj z nimi byłam. Przez cały czas traktowali mnie jak jajko. Troszczyli się o mnie jak o członka własnej rodziny.
- Vivian jest na torze? - zapytałam Minttu gdy Sebastian skończył mnie całować. Stał teraz za mną i z troską obejmował moje ciało. Finka pokiwała głową. Cała czwórka spojrzała na mnie uważnie. Znali mnie i wiedzieli, że nie odpuszczę jednak, jak na razie przyjęłam to tylko do wiadomości.
Wieczorem wszyscy wybraliśmy się do pobliskiego baru. Chłopaki chcieli się odstresować a ja tak bardzo się za wszystkimi stęskniłam, że postanowiłam iść z nimi. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że mogłabym znów napić się alkoholu. Po kilku minutach do naszego stolika, przy którym siedziała cała nasza paczka, dołączyli kierowcy McLarena. Ani z Buttonem ani z Alonso nie miałam jakiejś bliższej relacji, ale bardzo ich lubiłam. Mężczyźni przywitali się z wszystkimi kobietami buziakami w policzki a ze swoimi kolegami podali sobie dłonie.
- To jak Vettel, kto wygra mistrzostwo w tym roku? - zapytał Jenson, który razem ze swoim zespołowym kolegą zdążył się już zaaklimatyzować w naszym gronie.
- Na pewno nie Rosberg. - powiedział z uśmiechem Niemiec, który obejmował mnie jedną ręką i przez cały wieczór ściśle pilnował abym nic mocnego nie wypiła. - Ja myślę, że wygra Lewis. - wszyscy spojrzeli na Brytyjczyka, który brał właśnie kolejnego łyka kolorowego napoju.
- Ja uważam, że wygra Seb. - zrewanżował się kierowca Mercedesa i szczerze się uśmiechnął.
W trakcie rozmowy okazało się, że zarówno i Jenson i Fernando wiedzieli co się stało przez Vivian. Każdy coraz bardziej nie lubił nie lubił jej i jej męża.
Widok uśmiechniętej Fran w objęciach Daniela tańczącej w rytm powolnej muzyki rozgrzewał moje serce. To był taki śliczny widok. Przepięknie razem wyglądali. Było widać, że to nie jest jakaś przelotna miłość.
- Idzie nasza ulubiona para. - powiedział Kimi, który razem z Minttu siedzieli obok mnie. Wszyscy spojrzeli na idących w naszą stronę. Sebastian uśmiechnął się do mnie cwaniacko i zaczął namiętnie mnie całować. To było tak przyjemne, że nie chciałam przestać mimo że wiedziałam, że wszyscy się na nas patrzą. Nagle usłyszeliśmy dźwięk tłukącego się szkła. Był to kieliszek z szampanem, który z wrażenia upuściła Vivian. Odsunęłam się od Vettela, poprawiłam włosy i z politowaniem spojrzałam na tak znienawidzoną kobietę. Wszyscy, którzy siedzieli ze mną przy stoliku próbowali ukryć swój uśmiech.
- Jak widać wasza intryga nie wyszła. U nas wszystko w porządku i mamy się dobrze. Następnym razem będziesz się musiała bardziej postarać. - zwróciłam się do blondynki i odrzuciłam włosy.
- A twój mężulek dostanie w niedziele niezłe lanie na torze. - dodała Minttu, po której nie spodziewałam się takich słów. Miałam takie wsparcie w tych ludziach, że aż sama w to nie wierzyłam. Dziewczyna popatrzyła na nas ze wściekłością i po chwili razem ze swoim mężem odeszli. Wszyscy zaczęli się śmiać. Tworzyliśmy wspaniałą drużynę. Chłopacy są zmuszeni aby rywalizować ze sobą na torze jednak poza nim panują braterskie stosunki i nieźle się dogadują. Oczywiście zdarzają się wyjątki.
Tak jak mówiła Minttu, Rosberg dostał łomot podczas ostatniego wyścigu. Na metę dojechał dopiero ósmy co bardzo ucieszyło Sebastiana i Hamiltona, który został tegorocznym mistrzem świata. Wygrał w uczciwej walce, która toczyła się przez cały wyścig. Chciałam, żeby to Niemiec wygrał, ale tym razem to Brytyjczyk był lepszy. Wszyscy zachowali się bardzo dorośle i cieszyli się z jego zwycięstwa, serdecznie mu gratulując. Mistrzostwo zostało w tej dobrej ekipie.
Zaraz po oficjalnym zakończeniu sezonu zaczęło się wielkie świętowanie. Ja z Sebastianem i Fran z Danielem nie mogliśmy cieszyć się z nowo upieczonym mistrzem tak długo jak inni, ponieważ jeszcze dzisiaj lecieliśmy do Stanów. Podczas pożegnania z tymi cudownymi osobami nie obyło się bez łez, ale obiecaliśmy sobie, że będziemy się spotykać dużo częściej niż to było wcześniej.
• • • • •
Hola! Jak tam pierwszy dzień szkoły? Mam nadzieję, że nie było tak źle jak każdy na początku z was zakładał :) Będzie dobrze :*
Ja właśnie zaczęłam swoje wakacje, mimo tego, że powinnam być w szkole...
Nie mam pojęcia jak będzie z następnym rozdziałem. Miałam ogromną nadzieję, że zdąrzę coś napisać, ale nie wiem jak mi to wyjdzie. Może wystąpić lekkie opóźnienie za co bardzo was przepraszam.
Życzę udanego weekendu i powodzenia w nowym roku :*
Trzymajcie się. Besos ♥