piątek, 15 lipca 2016

Rozdział 13

- Uważaj bo odfruniesz. - zaśmiała się moja przyjaciółka gdy weszła do kuchni. Właśnie przygotowywałam sobie jedzenie, podśpiewując pod nosem, co bardzo rzadko mi się zdarzało. Nie mogłam się doczekać aż Seb będzie już ze mną. Po wyścigu w Japonii załatwił swoje wszystkie sprawy i razem z Lewisem przylecą najszybciej jak się da. Nie bardzo im to wychodzi, ponieważ dzisiaj jest już czwartek. Rozumiałam to jednak. W końcu to ich praca. Gdyby mogli przyjechaliby wcześniej.
- Nie bądź taka zazdrosna bo z poznania Daniela będą nici. - puściłam jej oczko a ona lekko się naburmuszyła. - To nie jest kelner, że od tak się z nim umówisz. - przestrzegłam ją.
Zaczynało się już robić ciemno gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. Byłam już lekko zmartwiona bo mówił, że będzie wcześniej. Uśmiechnięta i szczęśliwa pobiegłam do drzwi, a Fran przyglądała mi się z salonu z wielką radością, ale też politowaniem. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam równie szeroki co mój uśmiech blondyna. Gdy tylko wszedł do mieszkania namiętnie go pocałowałam. Bardzo się za nim stęskniłam i nie mogłam przestać go przytulać. Miłość a przede wszystkim związek na odległość to spore wyzwanie.
- Cześć Sebastian! - krzyknęła moja współlokatorka i radośnie pomachała ręką w jego kierunku aby odwrócić ode mnie jego uwagę. Kierowca nadal mnie obejmując posłał jej szeroki uśmiech w geście przywitania i radośnie pomachał dłonią. Zaczęliśmy się śmiać. Najchętniej zostałabym z nim sama jednak poszliśmy do salonu.
- Ten weekend chyba możesz zaliczyć do udanych? - opierałam się o jego ramię i cieszyłam jego obecnością.
- W sumie...- zrobił krótką przerwę - nie było źle. - zaśmiał się i objął jedną rękę moje ciało. - Ale najważniejsze, że...
- Że pokonałeś Nico? - przerwałam mu. Fran przez cały czas uważnie nam się przyglądała. Odnosiłam wrażenie, że i ona chciałaby poznać kogoś i związać się z nim na dłużej. Jednak urocze było to, że nam kibicowała i była szczęśliwa z mojej radości.
- Że byłem na podium - dokończył po czym wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
- A co u Daniela? Lubi wyścig w Japonii? - zagaiła Fran. Spojrzeliśmy na siebie a Sebastian znacząco poruszył brwiami i puścił mi oczko.
- Rozmawiałem z nim przez chwilę. Jak zawsze emanował pozytywizmem. - Kierowca gładził mnie po włosach. - Mówiłem mu o tobie. - poderwała się i uważnie spojrzała na blondyna. Tak samo zareagowałam i ja. Nie wierzyłam, że mógł swatać naszych znajomych. To nie w jego stylu.
- Co mu powiedziałeś? - brunetka całkowicie zwariowała. A ja z zaciekawieniem czekałam na jakieś wyjaśnienia.
- Wspomniałem w rozmowie, że poznałem bardzo miłą modelkę, która na pewno by mu się spodobała. Nie miał zbyt wiele czasu, ale z chęcią cię pozna. - Fran uśmiechnęła się szeroko i rzuciła się na szyję kierowcy dziękując mu.
Dużo rozmawialiśmy na temat ostatniego wyścigu. Tysiąc razy powtarzałam Niemcowi, że jestem z niego dumna i wykonał świetną robotę a on tylko nieśmiało dziękował i powtarzał, że na mistrzostwo w tym roku nie ma szans. Nie obyło się również bez przesłuchania na temat mojego stanu zdrowia. Vettel chciał być pewien, że biorę lekarstwa, chodzę do lekarza i jest ze mną coraz lepiej. Tak było. Z moim zdrowiem nie było jeszcze wyśmienicie, ale dzięki tabletkom czułam się lepiej.
Sebastian nie siedział długo, niestety. Był zmęczony i szybko poszedł do hotelu, w którym zatrzymał się razem z Lewisem. Pożegnaliśmy się soczystym buziakiem i umówiliśmy na następny dzień.
Fran wpadła do mnie do pokoju skutecznie mnie budząc.
- Wstawaj! Nie możesz się znów spóźnić! Jak będziesz tak robić to Seb w końcu cię zostawi. - spojrzałam na nią z politowaniem i zaczesałam włosy do tyłu.
- Wiesz, że Daniela to ty dzisiaj nie spotkasz? - wstałam aby pościelić łóżko. Fran oparła się o ścianę i była lekko zawiedziona. Jej mina była bezcenna.
- Noo i co z tego? - skrzyżowała ręce na klatce piersiowej i starała zatuszować swoje zdziwienie. Zaśmiałam się. Minęłam ją i poszłam do łazienki. - Musimy mieć więcej czasu aby przyszykować cię do wyjścia do ludzi. - krzyknęła gdy zamykałam drzwi. Lubiła mi pomagać ze stylizacją i makijażem. Tym razem było tak samo.
Przez moją chorobę musiałam odpuścić sobie codzienne bieganie i bardzo uważać na to co robię i co jem. Jednak z całkowitego wysiłku fizycznego nie zrezygnowałam i nie mam zamiaru tego robić.
Po chwili razem zrobiłyśmy sobie zdrowe, lekkie śniadanie i łyknęłam garść tabletek, która w założeniu miała pomóc mi wyzdrowieć.
- Dzwoń do tego swojego księcia. - rozkazała brunetka poprawiając okulary przeciwsłoneczne gdy stałyśmy już przed hotelem chłopaków. Kierowcy po chwili wyszli przed budynek. Vettel przytulił mnie na powitanie i pocałował po czym przedstawił nam swojego kolegę.
- Miło cię w końcu poznać. On nie przestaje o tobie mówić. - podał mi dłoń. Uśmiechnęłam się szeroko patrząc na blondyna.
- Szkoda, że nie pamiętasz tego co do ciebie mówię gdy ledwo stoisz na nogach. - Brytyjczyk spiorunował go wzrokiem a ten z niezadowoloną miną obojętnie wzruszył ramionami.
Od razu znaleźliśmy wspólny temat. Mężczyźni wiele razy sobie dogryzali co za każdym razem powodowało u mnie i mojej przyjaciółki wybuch śmiechu.
Większość czasu spędziliśmy na plaży. W miejscu, które załatwił nam Hamilton. Wspaniale się bawiliśmy i byłam przeszczęśliwa, że mogłam spędzić ten czas z Vettelem. Fran i kierowca Mercedesa chyba znaleźli wspólny język dzięki czemu mieliśmy więcej czasu dla siebie. Mężczyzny faktycznie jest wszędzie pełno. Jest bardzo pozytywną postacią. Mogę z ręką na sercu powiedzieć, że polubiłam go.
Przez te kilka dni spędziliśmy wspaniale czas. Sebastian poznał innych moich znajomych, zwiedzaliśmy okolicę i cieszyliśmy się swoją obecnością przez cały czas dużo rozmawiając. W końcu nadszedł czas aby jechać na kolejne GP. Umówiliśmy się z Lewisem i cała nasza trójka jego samolotem poleciała do Austin. Szczerze mówiąc bałam się trochę tego lotu ze względu na chorobę, ale po wcześniejszych konsultacjach z lekarzem była ona możliwa do odbycia i na szczęście wszystko było w porządku.
Lot minął nam bardzo przyjemnie i mieliśmy z siebie nawzajem niezły ubaw. Hamilton i Vettel to niezwykłe połączenie. Momentami od śmiechu aż bolał mnie brzuch.
Wchodząc do garażu Ferrari razem z Sebastianem wzbudziłam niemałe poruszenie. Ci, którzy mają z kierowcą lepszy kontakt od razu do nas podeszli aby mnie poznać. Bałam się wejść w ten świat. Bałam się jak zareaguje na mnie otoczenie. Byłam bardzo spięta, jednak chciałam jak najbardziej to ukryć i być sobą.
Atmosfera na torze była niesamowita. Tysiące kibiców, którzy już w piątek przybyli na tor aby oglądać swoich idoli. Musiałam bardzo uważać na to co mówię, robię i jak się zachowuję. Nie chciałam wyjść na gorszą od Hanny w oczach fanów i reporterów. Nie chciałam aby Seb miał przeze mnie problemy.
Pierwszym kierowcą jakiego poznałam był słynny Kimi i jego żona Minttu. Sebastian dużo o nich mówił. W końcu to z nimi spędzał najwięcej czasu. Naprawdę niesamowita para. Fin poważny, cały czas z kamienną twarzą a kobieta uśmiechnięta i przemiła. Gdy mężczyźni poszli się przebrać w kombinezony usiadłyśmy pod jedną ze ścian aby nikomu nie przeszkadzać.
Kilkunastu mężczyzn ubranych od góry do dołu w czerwone ubrania krzątali się w pomieszczeniu. Żaden sobie jednak nie przeszkadzał i nikt nikomu nie wchodził w drogę. Przyglądałam im się z uwagą co jakiś czas zerkając na moją towarzyszkę.
Przez cały czas wspaniale się dogadywałyśmy. Złapałyśmy fajny kontakt. Już na samym początku dużo mi pomogła poznać zyczaje i tradycje panujące na wyścigach. Zastanawiała mnie tylko czy tutaj wszyscy są tacy mili i pomocni czy też ktoś gra rolę czarnego charakteru.
Fran dzisiaj nie było, jednak na kwalifikacje powinna już zdążyć. Dostała nagłe zlecenie za kupę forsy i postanowiła z niego skorzystać. Długo myślałam nad tym aby ją ze sobą zabrać. Jednak stwierdziłam, że jak pozna Dana to w końcu da mi spokój.
Po tym jak zobaczyłam Sebastiana w czerwonym kombinezonie jeszcze bardziej się w nim zakochałam. Wyglądał tak przystojnie. Razem z Min pożyczyłyśmy chłopakom powodzenia i dałyśmy buziaki na szczęście. Nie byłam do końca przekonana do tego, czy Vettel chce tego publicznie, ale wyszło to z jego inicjatywy.
Cały pierwszy trening siedziałyśmy w boksie przyglądając się poczytaniom ekipy Ferrari.
Po zakończonym pierwszym etapie weekendu, który padł łupem chłopaków z Mercedesa cała nasza czwórka poszła coś zjeść. Spotkaliśmy po drodze Lewisa, który do nas dołączył. Przy okazji poznałam też kilku innych kierowców np. Jensona Buttona, Fernando Alonso czy Felipe Massę. Panowała tutaj niezwykła atmosfera. Pokochałam tych ludzi, to miejsce i wiedziałam, że niektóre znajomości mogą być prawdziwe i długie.


• • • • •
Już 13 rozdział. Miałam taki plan aby to opowiadanie zamknęło się w 30 rozdziałach, ale nie wiem czy mi to wyjdzie. Pożyjemy zobaczymy. Mam nadzieję, że wam się nie znudzi czytanie.
Oczywiście nie byłabym sobą jakbym nie wypowiedziała się o finale Euro 2016. Ogromnie się cieszę, że Portugalia wygrała. Cristiano w końcu się udało wygrać coś z reprezentacją. Tak bardzo bolało mnie serce jak go znosili. Biedny :( no dobra to tyle.
Dziękuje, że jesteście. Mam nadzieję, że wakacje wam fajnie mijają.
Besos :*

piątek, 8 lipca 2016

Rozdział 12

Chwile spędzone z Lią są niesamowite. Nawet siedzenie w domu z nią staje się interesujące. Taka podróż to idealne oderwanie od świata motosportu. Bardzo to kocham i cieszę się z tego co robię jednak czasami chwila odpoczynku dobrze robi każdemu. Na kolejny wyścig masz w pełni naładowane baterie i jeszcze większą ochotę do ścigania i walczenia.
Śliczna brunetka coraz bardziej mi się podobała. Z dnia na dzień poznawałem ją coraz bardziej i każdego dnia wydawała mi się jeszcze bardziej idealna. Trudno będzie mi się z nią rozstać. Ostatniego dnia mojego pobytu w Stanach poszedłem z nią do lekarza. Dowiedziałem się czegoś więcej na temat tej choroby, ale również tego, że nie była na poprzedniej wizycie. Byłem zły. Za bardzo mi na niej zależy aby się tym nie przejąć. Nie mogłem pozwolić na to aby ją stracić. Musiałem zrobić wszystko aby uwierzyła w to, że z tym wygra.
Pożegnanie tego dnia było całkowicie inne niż zawsze, takie z resztą już nigdy nie będzie. Zbierałem się już do wyjścia. To tak zwana ostatnia faza rozstania. Miałem już wychodzić, ale coś się we mnie obudziło. To była chwila. Impuls. Nawet dokładnie tego nie przemyślałem i nie wziąłem pod uwagę tego, że mogła wcale tego nie chcieć i dostałbym w twarz. Jednak na moje szczęście tak się nie stało. Wróciłem i delikatnie ująłem jej twarz. Malinowe usta dziewczyny są takie delikatne i stworzone aby je całować. Przez te kilka chwil zupełnie siebie nie poznawałem. Nigdy nie myślałem, że mogę posunąć się do takiego kroku. Serce biło mi jak oszalałe. Jeszcze bardziej niż przy Hannie. Przy Lii odczuwałem zupełnie coś innego. O wiele przyjemniejszego. W jej towarzystwie czułem się całkowicie swobodnie. Jakbyśmy znali się od dobrych kilku lat.
Czasami zastanawiałem się nad tym jak by wyglądał nasz związek. Na początku naszej znajomości traktowałem ją bardziej jak dobrą koleżankę, przyjaciółkę, ale od zawsze mi się podobała. Czułem do niej coś wyjątkowego. Jej oczy za każdym razem mnie magnetyzowały, a zapach jej perfum śnił mi się po nocach. Po tym co się wydarzyło jeszcze trudniej było mi wyjechać. Byłem rozdarty. Z jednej strony jadę się ścigać, robić coś co kocham od dzieciństwa i totalnie nie wyobrażam sobie gdybym miał tego nie robić. Ale z drugiej zostawiam, opuszczam, rozstaję się z osobą, która jest niewiarygodnie dla mnie ważna. Jedyną myślą, która mnie pocieszała to to, że prawdopodobnie już oficjalnie jesteśmy razem i niedługo ponownie się zobaczymy. Jednak chęć porwania jej ze sobą towarzyszyła mi przez cały czas.
Minttu często towarzyszyła Kimiemu na wyścigach. Kibicowała mu z całego serca i przeżywała każdy moment wyścigu. Zawsze wzbudzała poruszenie wśród reporterów, którzy ze wszystkich sił starali się aby udzieliła im chociaż krótkiego wywiadu. Raikkonen, mimo tego, że rzadko mówił o swoich uczuciach cieszył się jak jego żona towarzyszyła mu na wyścigach. Gdy byli razem nie widzieli świata poza sobą. Wybrał najlepiej jak mógł. Min to bardzo miła i sympatyczna kobieta. Lubiłem ją. Patrząc na nich zastanawiałem się czy kiedyś będę miał przy sobie takie wsparcie. Hanna była ze mną na wyścigu może 3 razy. Raczej nie mogę powiedzieć, że mi kibicowała. Nudziła się i tylko wyczekiwała momentu aż wrócimy do domu. Zdecydowanie wolałem jak jej ze mną nie było. Tak było lepiej dla wszystkich. Może od zawsze do siebie nie pasowaliśmy? Mam nadzieję, że z Lią będzie zupełnie coś innego.
Po zameldowaniu się w hotelu w Japonii od razu poszedłem do pokoju Lewisa, który był już tutaj od kilku dni. Drzwi otworzył mi oczywiście z telefonem w ręku. Wcale mnie to nie zdziwiło.
- Dzięki. - Hamilton dał mi moje rzeczy jednak odstawiłem je z powrotem na podłogę i usiadłem na jasnym krześle przy niewielkim stoliku w kącie pokoju.
- Udało się spotkanie? - zapytał kładąc się na łóżko. Streściłem mu przebieg wyjazdu. Zastanawiałem się czy wspominać o naszym pożegnaniu. Jednak zdecydowałem się powiedzieć i o tym.  - Tego się nie spodziewałem. No, no Vettel. - zaśmiał się, ale wyraźnie był zdziwiony. Przewróciłem oczami, ale zrobiło mi się ciepło na myśl tych wspomnień. - Będę mógł poznać tą twoją niewiastę? - mistrz świata jak zawsze miał za dobry humor.
- Już na najbliższym Grand Prix. - Po krótkiej rozmowie na tematy ściśle związane z wyścigiem pożegnaliśmy się. Poszedłem do swojego pokoju, który był stanowczo za blisko Hamiltona. Wiedziałem to z własnego doświadczenia. Byłem wymęczony podróżą, więc chciałem jak najszybciej położyć się spać.
Przebudziło mnie mocne pukanie do drzwi. Rozejrzałem się po pomieszczeniu. Wszędzie było ciemno co sprawiło, że wcale nie byłem zachwycony nagłą pobudką. Przetarłem zmęczoną, zaspaną twarz i chwyciłem za telefon leżący na szafce nocnej. Ujrzałem bardzo wczesną godzinę, zbliżała się 5.30. Przewróciłem oczami, zapaliłem lampkę nocną i ruszyłem w kierunku drzwi. Uchyliłem drzwi i zobaczyłem osobę o której myślałem. Lewis w czerwonej czapce z daszkiem założoną odwrotnie do zaleceń i z butelką wódki i szampanem w rękach stał przed moimi drzwiami już lekko wstawiony. Podniosłem wzrok do nieba nie wierząc w to co on wyprawia.
- Napijemy się? - wybełkotał Brytyjczyk unosząc nieznacznie rękę, w której trzymał przezroczysty napój. Oparłem się o drzwi aby nie zasnąć.
- Czy ty jesteś poważny? - zdecydowałem się w końcu coś powiedzieć z politowanie patrząc na kolegę. Zdarzały się już takie akcje niejednokrotnie. Cały Hamilton. Tylko dlaczego zawsze ja muszę najbardziej na tym cierpieć. - Jutro musimy być wyspani. - popatrzyłem na niego i zdałem sobie sprawę z tego, że i tak do niego nic teraz nie dotrze. Wróciłem do pokoju i założyłam czerwoną koszulkę, która leżała na skraju łóżka. Zamknąłem drzwi i chwyciłem Hamiltona, który aktualnie śpiewał jedną i tą samą piosenkę. Stanowczo za głośno jak na 5.30.
- Gdzie idziemy? - Wyciągnąłem kluczyk z kieszeni jego bluzy i otworzyłem drzwi. Zabrałem mu obie butelki i postawiłem na stoliku. Brytyjczyk zaczął tańczyć i śpiewać, a w zasadzie krzyczeć.
- Idziesz spać. - zaczekałem aż Lewis położył się do łóżka i wróciłem do siebie. Nie wierzyłem w to co on wyprawia.
Po porannej toalecie zszedłem na parter hotelu do restauracji na śniadanie. Nie mogę powiedzieć, że wyspałem się tej nocy, dlatego mój humor nie należał do najlepszych. Gdy pchnąłem szklane, duże drzwi i wszedłem do zwykłego, ale eleganckiego pomieszczenia zamurowało mnie. Uśmiechnięty Hamilton już coś zajadał. Wcale nie wyglądał jakby zeszłej nocy ledwo stał na nogach.
- Jak się spało? - zapytał gdy się do niego przysiadłem.
- Gdybyś mnie nie obudził byłoby tysiąc razy lepiej. - skarciłem go za jego zachowanie i sposób życia, jednak zbytnio się tym nie przejął.

• • • • •

Pierwszy raz od dłuższego czasu poszłam do pracy. Nikt nie czepiał się mojej długiej nieobecności, ponieważ wzięłam urlop. Wszystkim wydawało się, że byłam na wakacjach. Miałam przyjemny dzień. Sesja w winnicy to jedna z lepszych jakie miałam do tej pory. Modelki były bardzo miłe i sympatyczne. Zdjęcia wyszły prześliczne. Czułam się dobrze. Nie miałam żadnych problemów ze zdrowiem, ani z humorem. Nie chciałam pokazać po sobie, że jestem chora i tego, że kogoś mam. Zaraz by się zaczęły komentarze i pytania. Mimo wszystko chciałam tego uniknąć, w końcu Sebastian jest osobą publiczną.
Wieczorem rozmawiałam z Vettelem. Opowiedział mi o całej sytuacji z Lewisem. Na początku się śmiałam, ale współczułam mu i bardzo chciałam poznać Brytyjczyka. Wydawał się sympatyczną osobą. A Niemiec po raz kolejny pokazał jak dobrym człowiekiem jest. Tęskniłam za nim. Nawet bardzo, ale niedługo ponownie się spotkamy. Byłam szczęśliwa, że znalazł dla mnie chwilę czasu i zadzwonił.
Obejrzałam każdą minutę weekendu w Japonii. Z wielkim zaciekawieniem wpatrywałam się w treningi i chciałam jak najbardziej przyswoić wszystkie informacje, które przekazał mi mężczyzna. Kamery niejednokrotnie go pokazywały i za każdym razem moje serce biło szybciej. Nawet jeśli oglądałam jego oczy przez ekran telewizora hipnotyzowały równie mocno.
Podczas kwalifikacji wykonał bardzo dobrą robotę. Pojechał naprawdę szybkie okrążenie i zajął 3 pozycję na starcie do wyścigu. Przed nim był Lewis i Nico. Nico, którego razem z Hamiltonem tak bardzo nienawidził. Zawsze, nawet w najmniejszych czynnościach rywalizowali ze sobą. Sam nie musiał wygrać wyścigu, ale jeśli nie wygrał go również Nico, był szczęśliwy. Ta dwójka, tylko z opowiadań Sebastiana nie powinna wchodzić sobie w drogę i unikać się jak ognia. Vettel nie należał do osób wybuchowych i wrednych, ale potrafił powiedzieć co myśli.
Byłam bardzo z niego dumna. Po zakończonych kwalifikacjach miałam ochotę od razu do niego zadzwonić i pogratulować mu, jednak wiedziałam, że to by mu się nie spodobało. Poza tym był zajęty. Odpuściłam.
Resztę dnia spędziłam na zakupach z Fran. Zawsze gdy nachodziła ją chęć kupienia czegoś nowego musiałam z nią chodzić i doradzać. Czułam się na tyle dobrze, że postanowiłam iść bez żadnego sprzeciwu. Po tylu dniach spędzonych samotnie w domu wyjście na miasto było przyjemniejsze niż zawsze. Spotkałyśmy po drodze kilka koleżanek i razem poszłyśmy do kawiarni na kawę i ciasto. Przyjemnie spędziłyśmy czas.
W niedzielę z toną przekąsek usiadłyśmy z Fran na naszej kanapie w salonie i czekałyśmy na początek wyścigu. Brunetka postanowiła obejrzeć ten wyścig razem ze mną stwierdzając, że i tak nie ma nic lepszego do roboty. Tak naprawdę chodziło jej o Daniela. Widziałam te iskierki w jej oczach, które zawsze oznaczały to samo.
Załapałyśmy się na studio przed wyścigiem, dzięki któremu dowiedziałam się dużo nowych rzeczy. Pomyślałam, że muszę się doszkolić przed wyścigiem w USA, żeby nie wyjść na kompletną kretynkę i aby nie narobić wstydu kierowcy.
Gdy samochody ustawiły się już na swoich polach startowych po przejechaniu okrążenia rozgrzewkowego poczułam natłok emocji i zdenerwowania. Wpatrywałam się w zapalające się światła nad torem i czekałam na to aż czerwony bolid wypruje jak strzała i zyska pozycje. Światła zgasły. Ruszyli. Fran spojrzała na mnie i lekko się uśmiechnęła. Sebastian przy wyjeździe z pierwszego zakrętu już był drugi. Pokonał Nico, jednak Lewis znacznie od niego odjechał. Mimowolnie szeroko się uśmiechnęłam i zaczęłam bić brawo. Cały czas siedziałam jak na szpilkach a moje ręce od zaciskania kciuków zaczęły po jakimś czacie boleć, jednak nie zwolniłam uścisku.
Rywalizacja dla Vettela układała się perfekcyjnie. Zespół wykonywał świetną pracę i czerwony bolid cały czas był w obrębie podium. Na ostatnich okrążeniach Niemca i Brytyjczyka dzieliły 2 sekundy. Do końca wyścigu ścigali się ze sobą, co było niesamowitym widowiskiem a pewnie i dla chłopaków była to niezła frajda. Kierowcy kilka razy zamieniali się miejscami i wyścig był naprawdę cudowny. Jednak Hamilton na metę dojechał jako pierwszy. Drugi Vettel a za nimi, całą wieczność Rosberg.
Gdy zobaczyłam radość chłopaków aż sama zaczęłam się śmiać. Ich relacje są niesamowite. Przed wyjściem na podium żartowali sobie z Nico, który był naburmuszony i zły. Nie wyglądał na sympatycznego gościa. Był na trzecim miejscu a wcale się nie cieszył.
Byłam bardzo dumna z Sebastiana. Fran cieszyła się równie mocno bo Daniel zajął czwartą pozycję. Miałam nadzieję, że wyścig w Stanach będzie równie ciekawy co ten i nie mogłam się już doczekać tego dnia. 


• • • • •
Hola! Bardzo dziękuję za tyle komentarzy pod ostatnim rozdziałem na temat naszych chłopaków. Już wiem jak będzie wyglądał finał. Portugalia - Francja. Komu będziecie kibicować?
Ten rozdział wyszedł chyba najdłuższy jaki do tej pory napisałam a najgorsze jest w nim to, że nic tutaj poważnego się nie dzieje :/ mam nadzieje, że nie jesteście źli.
Powiem szczerze, że Sebastianowi zespół nie dał najlepszego prezentu z okazji urodzin. Miał szansę aby wygrać ten wyścig. Uważam, że Ferrari przesadziło ze strategią i dlatego Niemiec musiał zakończyć rywalizację wcześniej. Jednak całkowicie nie powinien przepraszać za pękniętą oponę. To nie była jego wina.
GP Austrii było naprawdę niesamowite. Dużo się w nim działo...i ta sytuacja na ostatnim okrążeniu między Mercedesami...
Cieszy mnie również wysoka pozycja Jensona ♥ czyżby McLaren budził się do życia?
Do zobaczenia za tydzień bo znów się rozpisałam :)
Besos :*

piątek, 1 lipca 2016

Rozdział 11

W drodze powrotnej do mojego mieszkania razem z Sebastianem zajechaliśmy na lody. Wybraliśmy jedną z lodziarni niedaleko plaży. Nad wodą spędziliśmy kilkanaście minut. Słońce przyjemnie świeciło a woda delikatnie obijała brzeg. Miłe popołudnie w cudownym towarzystwie.
- Gdzie teraz kolejny wyścig? - westchnęłam gdy pomyślałam o tym, że ponownie mnie zostawi.
- Japonia. - odpowiedział spokojnie kierowca przyglądając mi się z uwagą.
- Jakie przeczucia? Kolejne zwycięstwo? - poprawiłam okulary przeciwsłoneczne, które właśnie mi spadły. Siedzieliśmy na jednej z jasnych ławek równo ustawionych na deptaku. Mijały nas uśmiechnięte pary, które z miłością trzymały się za ręce, matki z dziećmi, a także osoby, które ambitnie uprawiały jakiś sport.
- Wygrałem ten wyścig już 5 razy. Znam go bardzo dobrze. Myślę, że zajmiemy wysokie pozycje. - uśmiechnął się. To było tak zarażające, że miałam ochotę zrobić to samo. Jaki on miał wpływ na moje życie. Jak bardzo mnie zmienił. Byłam bardzo wdzięczna za to, że mam kogoś takiego. - A potem Stany. - poruszył brwiami znacząco i uśmiechnął się tajemniczo. - Tak sobie myślałem... - zrobił krótką przerwę, a moje serce przyspieszyło. - Może pojechałabyś ze mną? - dusza krzyczała z radości, miałam ochotę mocno go przytulić jednocześnie powstrzymywałam się, żeby nie zacząć piszczeć jak kompletna kretynka. Chociaż wiedział, że najchętniej tak bym zrobiła. Za dobrze mnie znał.
- Jasne, czemu nie. Na Grand Prix USA jeszcze nie byłam. - oboje się zaśmialiśmy i postanowiliśmy zacząć się zbierać. Sebastian znów prowadził. Wcale się nie dziwię, że jest mistrzem świata. Samochód to zdecydowanie jego powołanie. Jednak nie zachowywał się jak mistrz. Był skromny i normalny. Podczas naszych spotkań udało nam się poznać tylko kilka osób, które nieśmiało do nas podeszły i poprosiły Niemca o autograf i zdjęcie. Oczywiście nikomu nie odmówił i z wielką radością wypełniał prośbę fanów.
Zrobiliśmy sobie przekąski z tego co akurat znajdowało się w lodówce i zamknęliśmy się w moim pokoju. Do samolotu Vettela zostało bardzo mało czasu. Nie docierało do mnie to, że po tylu dniach spędzonych razem nie będzie go obok mnie. Nie zobaczę jego cudownego uśmiechu po wejściu do kuchni i błękitnych oczu. Miałam tylko ogromną nadzieję, że jego nieobecność nie przywróci mi poprzedniego myślenia i sposobu spędzania dnia. Czas płynął nam bardzo szybko. W międzyczasie wpadła do nas Fran, ale grzecznie dałam jej do zrozumienia, żeby sobie poszła.
Wpatrywałam się w mężczyznę, który siedział naprzeciwko mnie.
- Szkoda, że musisz jechać. - nie wiedziałam czy to stwierdzenie jest na miejscu i czy nie będzie ono dwuznaczne. Sebastian uśmiechnął się i przeczesał palcami swoje blond włosy.
- Niestety. - westchnął i spuści wzrok. - Ale jeszcze zaczniesz mieć mnie dość. - zaśmiał się. On nawet przez chwilę nie mógł być poważny. Cały czas się uśmiechał i każdą sprawę obracał w żart i widział w niej same plusy.
- Chyba szybciej ty mnie. - puściłam mu oczko. - Nie możesz zostać dłużej? - Sebastian ze smutkiem pokręcił głową.
- Poprosiłem nawet Lewisa, żeby wziął moje rzeczy, żebym nie musiał się wracać. - zrobiło mi się ciepło na sercu. To było takie miłe. Zrobił wszystko aby zostać ze mną jak najdłużej się da.
Wpadł mi do głowy pewien pomysł, który szybko postanowiłam zrealizować. Chciałam aby na moim biurku, w pięknej, jasnej ramce stało nasze zdjęcie. Seb bez chwili zawahania zgodził się i zrobiliśmy dużo różnych zdjęć. Postanowiłam, że następnego dnia wybiorę najładniejsze i wywołam.
Vettel po woli się zbierał. Miał jeszcze sporo czasu do odlotu samolotu, ale musiał jeszcze zabrać wszystkie swoje rzeczy z hotelu i dojechać na lotnisko. Chciałam go odwieźć, jednak upierał się, że da sobie radę i lepiej będzie jak zostanę i będę odpoczywać.
- Do zobaczenia i powodzenia. Skop im tyłki. - staliśmy już przy wyjściowych drzwiach. Kierowca uśmiechnął się szeroko i mnie przytulił. Niemiec z reguły jest cichy, spokojny i nieśmiały. Czasami nawet bardzo. Ale momentami go nie poznaję, jego gesty i słowa całkowicie temu przeczą. Z resztą ja chyba byłam taka sama.
- Zrobię wszystko co się da.- Stałam oparta o ścianę i wpatrywałam się w mężczyznę z lekkim uśmiechem. - Będę dzwonił. Cześć. - ponownie mnie objął i kilkudniowym zarostem przejechał po moim policzku. Sebastian już nacisnął klamkę a ja powoli zaczęłam kierować się do swojego pokoju. Nie chciałam patrzeć jak wychodzi. Ponownie dotarło do mnie, że mężczyzna jest kimś wyjątkowym, jednak nie chciałam dopuścić myśli, że zakochałam się w nim po uszy. Rozum i serce w tym momencie dyktowali zupełnie co innego.
- Lia! - krzyknął i z impetem zamknął drzwi. Przestraszona odwróciłam się a Niemiec stał już kilka centymetrów przede mną. Po jego oczach widziałam, że jest lekko przestraszony ale też szczęśliwy. Serce biło mi jak oszalałe, ale w przyjemnym rytmie. Uśmiechnął się i delikatnie, jedną ręką chwycił mnie za kark. Momentalnie nasze usta stworzyły jedność. Motyle zagościły w moim brzuchu. Stałam sztywno, nie dowierzając w to co się stało, ale po chwili przysunęłam się i objęłam go. Całkowicie dałam się ponieść. To było takie przyjemne. Tego mi brakowało. Tego od jakiegoś czasu pragnęłam. Czasami za bardzo. Jego usta były miękkie i słodkie. Czułam, że odpływam. Teraz dotarło do mnie, że naprawdę go kocham, że jest dla mnie wszystkim. Przy nim byłam najszczęśliwszą osobą na świecie, ale teraz przeszłam chyba samą siebie. Wszystko dookoła przestało istnieć. Chciałam patrzeć na niego godzinami, śnić o nim każdej nocy i przeżyci z nim każdy moment. Całować, przytulać i mieć go już zawsze blisko. To on, przez ten krótki czas nauczył mnie jak teraz mam żyć. W jego oczach za każdym razem odkrywałam inny świat. Znajdowałam szczęście i wsparcie. Wystarczyło, że na niego spojrzałam a on już widział co mi jest i jakich słów użyć aby mnie pocieszyć. Dawał światło mojemu życiu odkąd był jego częścią. Był wszystkim czego pragnę.
Sebastian cmoknął moje usta jeszcze kilka razy i odsunął się minimalnie z wielkim uśmiechem. W jego oczach zobaczyłam blask. Przygryzł dolną wargę co sprawiło, że po moich plecach przeleciał przyjemny dreszcz. Przeczesałam jego blond włosy i szeroko się uśmiechnęłam. Nie czułam nigdy czegoś takiego co czułam w tym momencie.
- Chyba wpadłem po uszy. - wyszeptał Vettel z lekkim uśmiechem.
- To tak samo jak ja. - wyznałam. Mocno mnie przytulił. Całkowicie inaczej niż do tej pory. Nie miałam najmniejszej ochoty puścić go gdziekolwiek. Ponownie mnie pocałował. Równie namiętnie co pierwszego razu. Posłał szczery, szczęśliwy uśmiech i wyszedł.
Weszłam do pokoju Fran. Brunetka siedziała przy biurku i robiła coś na laptopie. Położyłam się na jej łóżko i głośno westchnęłam.
- I jak, dobrze całuje? - zaśmiała się Włoszka. Poderwałam się do pozycji siedzącej i spojrzałam na nią ze zdziwieniem.
- Skąd wiesz? - czy ona wie o wszystkim co się dzieje na tym świecie? Rzadko kiedy coś ją zaskakuje.
- Zjadł ci szminkę. - zaczęła się śmiać a ja przejrzałam się w jej małym lusterku do robienia makijażu. Faktycznie. Moja pomadka nie była zbyt wyrazista jednak ona to zauważyła. Może powinna zostać jakiś szpiegiem, albo pracować dla FBI lub CIA. 


• • • • •
Hola! :D dzisiaj tak z hiszpańskim akcentem. Tak oryginalnie. A co :D Jak tam pierwszy tydzień wakacji? Ja szczerze mówiąc nie robię nic, ale to też jest potrzebne, prawda? potem przyjdzie czas na aktywne spędzenie tych dwóch miesięcy.
Jak nastroje po wczorajszym meczu? Każdy teraz o tym mówi, ale u mnie to jest bardziej skomplikowana spraw. Jestem Polką i zawsze wspieram reprezentację, ale Cristiano Ronaldo jest moim największym idolem. Rozdarcie to to co towarzyszy mi od kilku dni. Wiecie o co mi chodzi. Z jednej strony cieszę się, że Portugalia idzie dalej, ale z drugiej jest mi tak bardzo szkoda Kuby ;'( miłości mojego dzieciństwa...Gdyby ktokolwiek inny tego nie strzelił napewno by mnie to tak nie dotknęło. Każdy, ale nie Kuba....
Ale wiecie co mnie najbardziej irytuje? To, że jeszcze kilka dni temu na każdym samochodzie była polska flaga, na co drugim balkonie tak samo. Dzisiaj szłam i nic. Wszystko umarło, zmiknęło. Czy nie należy być dumnym z naszych chłopaków?! Czy po tym jak nie przeszli nie należy im się wsparcie i flaga przyczepiona do samochodu?! Czy to już koniec kibicowania i cieszenia się, że doszli tak daleko? Możecie mi to wytłumaczyć?
Chyba trochę przesadziłam z komentarzem :/ co do rozdziału. Przełom...w końcu :P Emocje i uczucie wzięły górę. Mam nadzieję, że taki obrót sprawy jak najbardziej wam się podoba.
Jak zaczęliśmy tak i skończymy :) Besos :*

piątek, 24 czerwca 2016

Rozdział 10

Obudziłam się z wielkim uśmiechem na twarzy. Jednym ruchem wyskoczyłam z łóżka i szczęśliwa odsłoniłam jasne rolety. Promienie słońca poraziły mnie w oczy, ale to sprawiło tylko, że uśmiechnęłam się jeszcze szerzej. Otworzyłam okno na szeroko, zamknęłam oczy i zwróciłam twarz w stronę słońca napawając się ciepłem i świeżym powietrzem. Spojrzałam w duże lustro, które wisiało obok biurka i zobaczyłam osobę, której dawno już nie spotkałam. Uśmiechniętą brunetkę, ubraną w jasną, letnią piżamę, która emanowała chęcią i zapałem do życia. Związałam włosy w luźnego koka i jeszcze raz uważnie się sobie przyjrzałam. Wyglądałam lepiej rano, niż kilka dni temu w środku dnia. Chwyciłam telefon leżący na biurku sprawdzając czy przez noc nie dostałam żadnej wiadomości lub powiadomienia. Nic takiego nie ujrzałam, dlatego ruszyłam w kierunku drzwi. Chwilę przed tym jak chwyciłam klamkę odwróciłam się i uważnie prześledziłam wzrokiem całe pomieszczenie. Jak się zmieni nastawienie do życia, a może jednak, jak ktoś ci je zmieni świat staje się lepszy. Dotychczas ponure i przygnębiające pomieszczenie, stało się bardzo jasnym i ciepłym miejscem.
Ruszyłam w stronę kuchni, do której doprowadził mnie smaczny zapach szykowanego jedzenia. Fran, jak zawsze o tej porze w piżamie, uporczywie próbowała przygotować zdrowe śniadanie. Jednak nie była sama. Gdy weszłam do kuchni, pierwsze co zobaczyłam to uśmiech Sebastiana. Poczułam, że chciałabym aby było tak codziennie do końca mojego życia, nie ważne ile miałoby ono trwać. Widziałam go już kilka razy jednak nadal reagowałam tak samo jak na samym początku naszej znajomości. Momentalnie zrobiło mi się ciepło. Nie było wcale tak późno a on już tutaj był. Byłam ciekawa o której przyszedł. Widać było, że świetnie się dogadują z Fran, aż miło się na nich patrzyło. Śniadanie było przepyszne. Dowiedziałam się tylko tyle, że to pomysł Vettela, ale nie może zdradzić mi przepisu.
Siedzieliśmy i rozmawialiśmy jak spędzimy ten dzień. Fran od razu powiedziała, że z kimś się umówiła i niestety nie możne z nami iść. Czy ona nie jest kochana? Jesteśmy skazani tylko na siebie. Wspólnie szybko doszliśmy do porozumienia i stwierdziliśmy tylko, że będziemy improwizować.
Tego dnia spędziliśmy trochę czasu w domu, byliśmy na długim spacerze oraz na obiedzie w jednej z moich ulubionych restauracji. Omówiliśmy chyba każdą historię z naszego życia. Rozmawiało nam się rewelacyjnie i nawet nie wiedziałam kiedy ten czas zleciał. Zawsze gdy z nim byłam godziny zamieniały się w sekundy i biegły stanowczo za szybko. Po obiedzie mieliśmy zamiar iść jeszcze do jednego z okolicznych parków, ale źle się poczułam i Sebastian postanowił, że w takim stanie muszę wrócić do domu. Fran rzeczywiście gdzieś wyszła, co ogromnie mnie zdziwiło, a my obejrzeliśmy dwa filmy. Jeden wybrałam ja, drugi Vettel. Zbytnio się od siebie nie różniły. Tematycznie były bardzo podobne co oznaczało, że mamy podobne gusta. Na noc znów poszedł do hotelu i ponownie nie było mi łatwo pozwolić mu odejść. Wiedziałam, że jutro znów się spotkamy, tylko czy ten dzień również będzie tak miły jak ten dzisiejszy? W końcu mieliśmy iść do lekarza, a to z reguły nie jest najprzyjemniejszy sposób spędzania dnia. Nawet z kimś takim jak Sebastian.
Zmęczona i zdyszana wybiegłam z budynku z impetem otwierając drzwi. Przed sobą zobaczyłam uśmiechniętego blondyna siedzącego na białej ławce i z zaciekawieniem wpatrującego się w chodnik przed sobą. Uśmiechnęłam się na jego widok. Nigdy nie nacieszę się jego obecnością, jego pięknymi oczami i olśniewającym uśmiechem.
- Wiem, spóźniłam się, przepraszam. - wydukałam chowając klucze do torebki. Niemiec powoli podniósł głowę i uważnie mi się przyjrzał.
- Ładnie wyglądasz - szeroko się uśmiechnął a ja zaczęłam się śmiać. Wstał i podarował buziaka w policzek na przywitanie. Od kiedy byliśmy tak blisko? Poznałam go kilka tygodni temu i łączyło nas już coś tak wielkiego? - Jedziemy? - zapytał gdy stałam przez chwilę i tylko się na niego patrzyłam.
- Tak, jasne. - oddałam mu kluczyki aby przekonać się jak to jest jechać samochodem z mistrzem świata formuły 1. Początkowo nie chciał się zgodzić i upierał się, że jeździ tak jak każdy, ale po chwili uprosiłam go i wsiedliśmy do pojazdu. Jego słowa szybko okazały się kłamstwem. Jeździ cudownie, nieziemsko, niewiarygodnie płynnie, aż miło się podróżowało. Nawet do takiego miejsca.
- Sebastian - powiedziałam ze smutkiem w głosie spoglądając na mężczyznę - Nie zostawisz mnie? - Vettel spojrzał na mnie jakby nie dowierzał w to co do niego mówię.
- Oczywiście, że nie. Jak możesz nawet tak myśleć? - ponownie ujrzałam błękitne, świecące tęczówki pełne współczucia, ale też wsparcia. Delikatnie ujął moją dłoń. Uśmiechnęłam się na jego słowa i gest.
Siedzenie na korytarzu, gdy obok był Sebastian wydawało się milsze. Bardzo stresowałam się tym spotkaniem, ale nie przejmowałam się tak jak za pierwszym razem. Jego obecność mnie uspokajała. Razem weszliśmy do gabinetu lekarza. Mężczyzna w białym fartuchu uśmiechnął się w geście przywitania. Gdy zobaczył Sebastiana lekko spoważniał.
- Widzę, że przy boku męża jest pani o wiele szczęśliwsza. - spojrzałam na Vettela a on na mnie i tylko się do siebie uśmiechnęliśmy. Z nieznanych powodów żadne z nas nie zaprzeczyło. - Jednak byłoby znacznie lepiej gdyby znalazła pani kilka minut i przyszła na wcześniejszą umówioną wizytę. - Sebastian spojrzał na mnie ze złością i niedowierzaniem. Lekarz też nie był szczęśliwy. Wiedziałam, że takie stwierdzenie padnie, ale nie sądziłam, że tak szybko.
- Przepraszam. - wyszeptałam, ale nikt chyba tego nie usłyszał. Sebastian był zły. Nawet bardzo.
U lekarza spędziłam więcej czasu niż poprzednio. Blondyn mało się odzywał. Specjalista przepisał mi leki, które kosztowały majątek, ale dzięki nim mogłam normalnie funkcjonować. Musiałam również co tydzień stawiać się w szpitalu aby przyjmować kolejne medykamenty. Omówiliśmy również kolejne działania. Cały czas używał nazw, których kompletnie nie rozumiałam, ale wyglądało na to, że na razie skupiamy się na lekach. Jednak cały czas bałam się, że czeka mnie przeszczep szpiku. Dam radę. Jestem silna. Pokonam to.
- Proszę regularnie brać leki, nie przemęczać się i przychodzić na spotkania. - powiedział lekarz gdy wychodziliśmy już z gabinetu. Oboje krzywo się uśmiechnęliśmy. - Proszę jej pilnować. - zwrócił się do Sebastiana już trochę ciszej.
- Na pewno to zrobię.- Podali sobie dłonie i wyszliśmy.
Przez dłuższą chwilę żadne z nas się nie odezwało, ale w końcu postanowiłam to przełamać chociaż wiedziałam, że zaraz skarci mnie za to, że nie przyszłam na wizytę.
- Dziękuję. Za wszystko. - powiedziałam gdy doszliśmy do samochodu. Sebastian spojrzał na mnie poważnym wzrokiem. Przytuliłam go. Bez chwili zastanowienia. Nie odwzajemnił jednak mego gestu więc odsunęłam się.
- Dlaczego mi to robisz? Dlaczego koniecznie chcesz mnie zostawić? Zależy mi na tobie bardziej niż na kimkolwiek innym, a ty nawet nie możesz udawać, że ci zależy. - oczy Vettela odwzorowywały jego ból. Po jego słowach chciało mi się płakać, jednak powstrzymałam się i opowiedziałam mu dlatego nie poszłam na to cholerne spotkanie.- Obiecaj, że więcej się to nie powtórzy. - uśmiechnęłam się w geście potwierdzenia. Był zły, ale zrozumiał mnie. Dlaczego on musi być taki niesamowity? Jednak inne pytanie cały czas przysłaniało mi wizję dzisiejszego popołudnia. Dlaczego on musi już jechać? Znów zostawi mnie samą. Pojedzie na drugi koniec świata beze mnie.

• • • • •
Od dzisiaj oficjalnie mamy wakacje :D życzę wszystkim wspaniałego wypoczynku, dużo przygód i leniuchowania. Mam jednak nadzieję, że nie zapomnicie o historii Lii i Sebastiana bo jak na razie mam plan aby nadal, regularnie pojawiały się kolejne rozdziały.
Sebastian ponowie pokazał jaki jest kochany w stosunku do Lii, ciekawe jak będzie dalej.
Do zobaczenia :*

wtorek, 14 czerwca 2016

Rozdział 9

Ujrzałem niewielkie pomieszczenie, w którym zaskakująco panował porządek. Wszystko idealnie stało na swoich miejscu. Rozejrzałem się niepewnie po pokoju i zrobiłem kilka kroków w kierunku łóżka. Lia wydawała się być jeszcze szczuplejsza i przede wszystkim słaba. Leżała tyłem do mnie wpatrując się w okno. Była tak bezbronna, smutna i bezsilna.
- Mogłabyś być milsza - powiedziałem cicho w odpowiedzi na jej słowa przywitania.
Na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Lia natychmiast się odwróciła i z niedowierzaniem lustrowała mnie wzrokiem. Jej oczy były czerwone i zmęczone. Na pewno powodem były łzy, które wypłakała w swoją poduszkę. Nagle na jej twarzy pojawił się krzywy uśmiech a w jej oczach zagościł płomyk szczęścia i ulgi. Poczułem, że jest mi wdzięczna za to, że tu jestem. Otarła twarz i poderwała się z łóżka nerwowo poprawiając włosy. Bez żadnego słowa podeszła do mnie i mocno mnie przytuliła. Jej dłonie mocno oplatały moją sylwetkę. Bez najmniejszego zastanowienia objąłem ją a ona ponownie zaczęła płakać. Czule pogłaskałem ją po plecach, jednym ruchem dłoni przejechałem po jej długich, ciemnych włosach. Podjąłem najlepszą decyzję jaką mogłem. Z każdą chwilą robiła się spokojniejsza i z większą swobodą i czułością wtulała ciało w moje. Cieszyłem się, że tu jestem, że mimo tak strasznych okoliczności jesteśmy razem. Bardzo się za nią stęskniłem. Byłem wdzięczy, że ją poznałem i że mimo tak krótkiej znajomości zmieniła mnie i moje życie.
- Sebastian, dziękuję - moje imię wypowiedziane z jej ust brzmiało niewiarygodnie seksownie. Uśmiechnąłem się a całe zmęczenie spowodowane długą podróżą wyparowało.
Siedzieliśmy na przeciwko siebie, w bezpiecznej odległości. Lia opowiedziała mi wszystko o swojej chorobie. Uważnie wysłuchałem jej wypowiedzi. Miałem ochotę mocno nią potrząsnąć aby wróciło jej racjonalne myślenie.
- Jak widzę twoją aktualną chęć do życia to cieszę się, że przyjechałem. Nie możesz się tak zachowywać. Nie możesz się tak zwyczajnie poddać. Nie możesz nam tego zrobić. Nie możesz nic nie jeść! Nie chodzić do pracy! Nie rozmawiać z ludźmi! Nie możesz leżeć i tylko gapić się w sufit! Musisz walczyć dopóki możesz bo z każdym dniem będzie coraz trudniej. Musisz pokazać, że jesteś silna i z tym wygrasz. Zacząć normalnie żyć. Razem z Fran zrobimy wszystko, aby ci pomóc. Zrozum to. Za bardzo nam na tobie zależy aby cię zostawić. To, że jesteś chora niczego nie zmienia. Zrobimy wszystko aby cię wspierać i też dlatego tutaj jestem. Myślisz, że przyjechałem po to aby patrzeć jak leżysz i płaczesz?! Nie pozwolę na to! Dzięki nowym metodom można wyleczyć się ze wszystkiego tylko trzeba zacząć chcieć. - Lia przez cały czas wpatrywała się we mnie i z uwagą słuchała każdego słowa. - Kiedy masz ustaloną wizytę u lekarza? - zapytałem już nieco spokojniej.
- Za dwa dni. - odpowiedziała cicho i potulnie jak małe dziecko, które przez chwilę zostało skarcone przez rodziców.
- Pójdę tam z tobą - zrobiłem chwilę przerwy. - Będę przy tobie. - Złapałem delikatnie za jej dłonie i ponownie spojrzałam w jej zapłakane oczy. Wytarłem kolejną samotną łzę, która właśnie spływała jej po policzku.
- Dziękuję. Dziękuję za wszystko. - do jej oczu wróciła ta radość i szczęście, które ujrzałem kilka tygodni temu. To była ta Lia, którą poznałem. Miałem tylko nadzieję, że tak zostanie.

• • • • •

Ciche i delikatne pukanie do drzwi przypomniało mi jak bardzo z nikim nie chce rozmawiać. Miałam nadzieję, że przez niemiłą odpowiedź otrzymam spokój i moja przyjaciółka po raz kolejny nie wejdzie do pokoju z tacą z jedzeniem. Jednak to nie pomogło i po chwili drzwi powoli się otworzyły. Nawet nie drgnęłam, ze skupieniem wpatrywałam się w życie za oknem.
Usłyszałam znajomy i tak upragniony głos. Sebastian! Serce zaczęło bić w niewiarygodnym tempie a po plecach przeleciał przyjemny dreszcz. Poczułam zapach jego męskich perfum. Dokładnie taki sam jak na naszej wspólnej kolacji. Bałam się odwrócić, żeby jego obecność nie okazała się wytworem mojej wyobraźni. Po zebraniu wystarczającej ilości odwagi zwróciłam się w stronę drzwi. Stał tam. Naprawdę tam stał. Poczułam jak ciepło rozpływa się wewnątrz mojego ciała. W tym momencie byłam najszczęśliwszą osobą na ziemi. Nie liczyła się żadna choroba, ostatnie dni, nic. Tylko on. Na mojej twarzy momentalnie pojawił się uśmiech. Przetarłam twarz w nadziei, że będę wyglądać lepiej. Nie powstrzymałam emocji, które towarzyszyły mi odkąd usłyszałam jego głos i przytuliłam go. Wtulona w jego ciało ponownie zaczęłam płakać. Wiedziałam, że o wszystkim wie, a mimo tego nie uciekł, nie urwał kontaktu,nie zachował się tak jakby zachowało się większość facetów. Przyjechał żeby mnie wspierać. Mój rozum nie pojmował potęgi uczucia jakim go darzyłam.
Uważnie wsłuchiwałam się w to co ma mi do powiedzenia. Nie krzyczał, ale jego głosy był stanowczy. Miał rację. To, że będę leżeć w łóżku nic nie da, jedynie mogę szybciej pożegnać się z życiem, ale nie chce tego, szczególnie, że mam przy sobie tak ważne osoby. Nie mogłam zawieść Sebastiana. Musiałam się zebrać w walczyć, ale mimo to, uważałam, że prędzej czy później umrę.
Vettel obiecał, że pójdzie ze mną do lekarza. Niestety nie powiedziałam mu, że to druga wizyta. Na pierwszą nie poszłam.
Resztę dnia spędziliśmy na rozmowie. Chciałam się nacieszyć jego obecnością bo niedługo będzie musiał jechać na kolejny wyścig albo nie będzie chciał mnie znać po tym jak dowie się, że nie poszłam do lekarza. W najgorszym wypadku rozstaniemy się gdy pożegnam się z życiem, ale tego nie chciałam mu mówić, ponieważ nie byłby zadowolony, że nadal zakładam tylko jeden scenariusz.
Nie wspomnieliśmy o chorobie. Rozmawialiśmy całkowicie naturalnie czując się swobodnie w swoim towarzystwie. Kieorwca po raz kolejny tłumaczył mi część zasad Formuły 1. Ten sport, po tym jak go poznałam okazał się bardzo interesujący.
Gdy ma się przy sobie takiego człowieka jak Sebastian nie można być smutnym. On jest jak promienie słońca, które sprawiają, że dzień staje się lepszy.
Siedzieliśmy razem z Fran w salonie. Śmialiśmy się i razem, w miłej atmosferze spędziliśmy czas. Włoszka kilka razy powtarzała, że cieszy się z tego, że znów może widzieć mnie uśmiechniętą i nawet przeboleje to, że to dzięki kierowcy. Vettel nie wyglądał na znudzonego albo zażenowanego, chyba że naszą głupotą. Było naprawdę uroczo. Brakowało mi takiego sposobu spędzania czasu i był on na pewno lepszy od leżenia w łóżku.
- Sebastian, kto jeszcze wygrał wyścig w Kanadzie? - zapytała nagle Fran. Jej pytanie nie było powiązane z tematem, na który aktualnie rozmawialiśmy. Spojrzałam na Vettela a on z uśmiechem spojrzał na mnie.
- Grand Prix Kanady wygrała tylko jedna osoba. - uprzedziłam odpowiedź kierowcy. Fran zrobiła naburmuszoną minę, że mamy z niej ubaw. Z nieznanych powodów byłam dumna z tego, że to on wygrał ten wyścig.
- Na podium był też Rosberg i Ricciardo. - Włoszka zamyśliła się przez chwilę a my ponownie wróciliśmy do poruszonego wcześniej tematu.
- A który to brunet? - Fran nagle powróciła do rzeczywistości i znów nam przerwała. Zaczynałam zastanawiać się czy to, że do niej przyszliśmy było dobrym rozwiązaniem. Może jakbyśmy siedzieli sami w moim pokoju dzisiejsze spotkanie zakończyłoby się całkowicie inaczej. Chociaż z drugiej strony nie chciałaby aby potoczyło to się tak szybko. Co ma się stać i tak się stanie, a stracenie kontaktu z Niemcem nie wchodziło w grę.
- Daniel - odpowiedział spokojnie przeczuwając co się święci. Mówiłam mu o tym jaka jest Fran. Co potrafi zrobić i jak się zachować. - Ricciardo - dopowiedział jak zorientował się, że nie załapała o kogo chodzi.
- Fran! - krzyknęłam gdy również domyśliłam się co spotka biednego kierowcę. Przyjaciółka uśmiechnęła się cwaniacko, jednak do samego wieczoru nie zadała ani jednego pytania na jego temat.
Było już bardzo późno, Fran spała już od kilku godzin a Sebastian zbierał się do wyjścia. Mimo wytoczonych przeze mnie wszystkich argumentów na jakie zdołałam wpaść aby przenocował u nas, ten nadal upierał się przy swoim. Wiedziałam, że jutro znów się spotkamy jednak było mi bardzo smutno. Chociaż powinnam się cieszyć ponieważ nie zdarzyło się jeszcze abyśmy widzieli się dwa dni pod rząd. Moje stosunki z Vettelem są bardzo skomplikowane i nie miałam pojęcia jak to zmienić.
Ze smutkiem odprowadziłam go do drzwi. To tylko kilka godzin a mi pękało serce. Sebastian najwyraźniej to widział, dlatego mocno mnie przytulił. Za każdym razem jak to robił traciłam grunt pod nogami. Ale...przecież my nie jesteśmy razem.
Poszedł. Dopiero. W końcu. Już. Niestety. W moim ciele panowały dwa odmienne uczucia. Smutek z tego, że odszedł i szczęście z tego, że był. Po krótkim namyśle doszłam do wniosku, że jednak bardziej cieszę się z tego że był.


• • • • •
Hej. To znowu ja :D Rozdział trochę później, ale to tylko dlatego, że miałam problemy z internetem.
Ja od dzisiaj mam już wolne. Oceny już wystawione. Zdaję. Mam nadzieję, że wy również. Niestety będę musiała przesiedzieć w tej szkole wszystkie lekcje ponieważ mam 100% frekwencji. Powiem tylko tyle, że to jest całkowicie bez sensu bo lekcje z każdą godziną stają się coraz nudniejsze. Ale myślmy pozytywnie. Jak spotkamy się za tydzień będą już wakacje.
Całuję i życzę miłego ostatniego tygodnia szkoły.

piątek, 10 czerwca 2016

Rozdział 8

- Cześć, co słychać? - usłyszałam w słuchawce radosny głos mężczyzny. Odebrał zaskakująco szybko.
- Mam sprawę - zaczęłam aby jak najszybciej powiedzieć mu o co chodzi, żeby dziewczyna niczego nie usłyszała. - Chodzi o Lię - wyznałam, ale nie wiedziałam co powiedzieć dalej.
- Coś jej się stało?! - zdenerwował się Niemiec.
- Na początek powiem ci tylko tyle, że jej zdrowie psychiczne jest bardzo złe. Próbowałam wszystkiego, ale nic nie pomaga. Stwierdziłam, że jedyną osobą która może jej pomóc jesteś ty. - Błagałam w myślach aby nie zapytał dlaczego jest z nią tak źle.
-  Co się z nią dzieje? - w jego głosie było słychać zmartwienie i troskę. Martwił się o nią, czyli nie była mu taka obojętna. To było takie urocze, ale teraz nie było to najważniejsze.
- Całe dnie leży w łóżku, patrzy się w sufit albo śpi. Nic nie je. Nie wychodzi z domu. Nie chodzi do pracy. Błagam tylko ty możesz jej pomóc - przez chwilę się nie odezwał.
- Będę najszybciej jak się da. Zadzwonię jak będę na lotnisku.
Z serca spadł mi wielki kamień. Wierzyłam w to, że razem pomożemy jej stanąć na nogi. Byłam mu bardzo wdzięczna za to, że tak się poświęca dla obcej dziewczyny.
Następnego dnia, jak tylko dostałam wiadomość od Sebastiana pojechałam na lotnisko. Nie musiałam długo czekać. Był uśmiechnięty jednak jego oczy były przepełnione troską. Z małym plecakiem, który pewnie był pakowany w niezwykłym pośpiechu przywitał się buziakiem w policzek. Już podczas pierwszej rozmowy bardzo go polubiłam. Fajny gość, idealny dla mojej przyjaciółki.
- Dziękuję, że przyjechałeś - powiedziałam gdy szliśmy do pojazdu.
- Nie ma sprawy. Nie mogłem postąpić inaczej. - Byłam szczęśliwa, że Lia poznała kogoś takiego. On jest naprawdę słodki i uroczy. Gdyby nie Lia, to kto wie...ale nie mogę tego zrobić najlepszej przyjaciółce i lepiej będzie jak przestanę o tym myśleć.
- Dlaczego ona się tak zachowuje? - zastanawiał się Vettel a ja przystanęłam zastanawiając się czy mi wyznać prawdę. Chyba powinien wiedzieć. Komu jak komu, ale jemu można ufać.
- Lia ma białaczkę. Dowiedziała o tym kilka dni temu i od tamtego czasu zachowuje się tak jak się zachowuje. - Sebastian zatrzymał się z wrażenia i stał dwa kropi przede mną. Strasznie go to zszokowało. Widziałam przerażenie w jego oczach, ale starał się tego nie okazywać.
- Jakie są rokowania? – Za te słowa miałam wielką ochotę go przytulić. Wiedział, że nie może okazać słabości bo przyjechał tutaj aby wspierać a nie rozpaczać.
- To dopiero początki. Jest duża szansa, że z tego wyjdzie, ale najpierw musi zacząć coś robić - westchnęłam a on delikatnie przeciągnął ręką po moich plecach w geście wsparcia. Jechaliśmy na tym samym wózku i musieliśmy sobie pomagać. Wierzyć i dopingować Lię. Postanowiłam ożywić trochę atmosferę.
 - Podoba ci się, co? - musiałam o to zapytać chociaż dobrze wiedziałam jaka jest odpowiedź i nawet jeśli zaprzeczy wiedziałam, że to nieprawda. Patrzyłam na niego z wielkim uśmiechem a on lekko się speszył i patrzył w ziemię. Podniósł głowę i z pytającym wzrokiem spojrzał na mnie. Pokiwałam głową zapewniając go, że może mi ufać.
- Nawet nie wiesz jak bardzo - Sebastian uśmiechnął się szeroko a ja zaczęłam się śmiać - Już w Kanadzie wiedziałem, że nie jest zwykłą dziewczyną. Jest niesamowita - kontynuował jeszcze przez chwilę dopóki mu nie przerwałam. Zdziwiłam się, że może tak długo mówić. Nie spodziewałam się tego po nim, ale najwyraźniej Lia była dla niego kimś ważnym.
- Ktoś tu się nieźle zakochał - uśmiechnęłam się na myśl jak szczęśliwa może być Lia dzięki niemu.
- A ona coś o mnie mówiła?- Oboje zachowywali się jak małe dzieci. To zdecydowanie nie był mój styl relacji z facetami.
- Tak. Bardzo jej się podobało to ostanie spotkanie. Naprawdę cię polubiła.
Przed wejściem do mieszkania ostrzegłam go, że dziewczyna nie wygląda zbyt atrakcyjnie i żeby nie brał wszystkich jej słów do siebie bo nie ma najlepszego humoru.

• • • • •

Po telefonie od Fran natychmiast rzuciłem wszystko i zacząłem się pakować. Nie miałem dużo rzeczy przy sobie, ponieważ prze te kilka lat nauczyłem się organizacji i wiedziałem co tak naprawdę będzie mi potrzebne. Do niedużego plecaka spakowałem najpotrzebniejsze rzeczy i pobiegłem do pokoju Lewisa aby poprosić go o przysługę. Z kierowców tylko my zostaliśmy w hotelu. Reszta już dawno pojechała do swoich rodzin albo na ważne biznesowe spotkania. Nerwowo zapukałem do drzwi. Brytyjczyk przywitał mnie z telefonem w dłoni. Zawsze się zastanawiam czy on potrafi bez niego żyć. Bez słowa wpuścił mnie do pokoju.
- Cześć mam sprawę. - powiedziałem nerwowo. Hamilton usiadł na dwuosobowym łóżku i z zaciekawieniem mi się przyglądał. Na torze jesteśmy zmuszeni ze sobą rywalizować ale w prywatnym życiu dobrze się dogadujemy. Lubię tego gościa mimo tego, że jest jaki jest. Preferujemy całkiem inny styl życia, ale to chyba właśnie to sprawia, że potrafimy ze sobą rozmawiać. Wiedziałem, że zawsze mogę na niego liczyć i prosić go o wszystko. Jakie to życie może być nieprzewidywalne. Gdy przyszedłem do Formuły Hamilton wydawał mi się największym egoistą w stawce i starałem trzymać się jak najdalej od niego. A teraz jest jednym z kierowców, z którymi łączy mnie bliższa relacja. Lubiłem go. Na serio go lubiłem.
- Pamiętasz tą dziewczynę z Kanady? - Lewis pokiwał głową. - Potrzebuje mnie. Muszę jak najszybciej do niej lecieć. Tylko ona mieszka w Stanach. - Hamilton popatrzył na mnie ze zdziwieniem. Kogo, jak kogo, ale akurat jego pokonywanie tysiąca kilometrów w ciągu 24 godzin nie powinno dziwić.
- Jeśli chodzi o samolot to nie ma problemu, mogę ci pożyczyć - zaproponował mistrz świata jakby mówił o długopisie.
- Nie, nie o to chodzi - zarzuciłem plecak na jedno ramie - Czy mógłbyś zabrać moje rzeczy do Japonii? Nie jest ich dużo, ale nie chce ich wozić aż do Stanów.
- Nie rozumiem cię, ale nie ma problemu. - Dałem mu klucz od swojego pokoju, uścisnąłem i pobiegłem na samolot. W taksówce sprawdziłem, o której jest najbliższy lot. Był za niecałe 30 minut, więc przy odrobinie szczęścia powinienem zdążyć.
Siedząc w samolocie napisałem SMS do Fran i do Lewisa. Dziewczyna odpisała niemal natychmiast, za to na odpowiedź kolegi musiałem czekać dobre kilka minut. Cały czas ma telefon w ręku, ale nie ma czasu aby odpisać. Co za człowiek.
Chciałem zdrzemnąć się chociaż na chwilę, ale nawet muzyka mi w tym nie pomogła. Cały czas zastanawiałem się co stało się tej drobnej, niewinnej osobie. Snułem różne przepuszczenia co mogło być powodem takiego zachowania. Ktoś ją zranił, a może coś złego stało się w pracy. Koniecznie musiałem to wyjaśnić. Ale jedyne co było w tej chwili dla mnie najważniejsze to aby pokazać jej, że ją wspieram, że bardzo mi na niej zależy i że jest całkowicie inna niż każda dziewczyna.
Wyczerpany i zestresowany szedłem w kierunku Włoszki, z którą już mam bardzo dobry kontakt.
Gdy dowiedziałam się co tak na prawdę jest Lii szczęka bezwładnie mi opadła. Jak to możliwe? Nie wierzyłem w to co przekazała mi jej przyjaciółka. Przez dłuższy czas nie mogłem wrócić do rzeczywistości. Jednak nie mogłem pokazać słabości. Musiałem być twardy za mnie i przede wszystkim za Lię. Potrzebowała mojego wsparcia i musiałem je jej dać.
Po wejściu do mieszkania dziewczyn plecak postawiłem zaraz za drzwiami. Spojrzałem na Fran, która ruchem ręki wskazała mi pokój brunetki.
- Jak coś będę w kuchni - wyszeptała a ja jedynie posłałem jej uśmiech - Powodzenia. - po chwili znikła z zasięgu mojego wzroku a ja jeszcze raz przemyślałem jak mniej więcej ma to wyglądać. Podszedłem do białych drzwi i delikatnie zapukałem. Nie otrzymałem żadnej odpowiedzi. Powtórzyłem czynność.
- Czego chcesz? - usłyszałem niby słaby, ale stanowczy głos. Uśmiechnąłem się na myśl kolejnej kłótni dziewczyn. Delikatnie nacisnąłem klamkę i pchnąłem drzwi.

• • • • •
Witam wszystkich bardzo serdecznie. Kolejny rozdział. Kolejny etap życia, znajomości. Tym razem ukazany z innej perspektywy. Mam nadzieję, że miło wam się go czytało i że tak samo jak ja cieszycie się tym piątkiem. Jutro weekend, formuła a już niedługo wakacje. Co prawda ja to już prawie mam wolne bo dzisiaj miałam ostatnią, zaplanowaną kartkówkę, więc prawie jestem wolna.
Miłego odpoczynku i do zobaczenia za tydzień :*

piątek, 3 czerwca 2016

Rozdział 7

Siedząc na twardym i niewygodnym krześle w gabinecie lekarza czułam niepokój. Obawiałam się tego czego się dowiem. Mężczyzna chodził po pomieszczeniu i z różnych szuflad i szafek wyciągał moje badania. Robił to niezwykle spokojnie i powoli. W końcu, z kilkoma kartkami w ręku usiadł naprzeciwko mnie. Przeprowadził krótką, tradycyjną rozmowę, która w moim mniemaniu trwała wieczność.
- Możemy przejść do sedna? - zapytałam opierając łokcie na biurku.
Irytowało mnie to rozciąganie w czasie. Chciałam mieć to jak najszybciej za sobą. Moje dotychczasowe dni były przesycone tym tematem i chciałam jak najszybciej to zmienić. Mężczyzna ze strachem popatrzył na mnie i jeszcze raz przejrzał ostatnie wyniki badań.
- Ostatnie badania potwierdziły, że... -  zrobił krótka przerwę, wziął głęboki oddech a moje serce zaczęło przyspieszać w nienaturalnym tempie. O tym, że te ciężkie dni staną się przeszłością mogłam już zapomnieć.
Moja nadzieja na to, że nic mi nie jest legła w gruzach. Z niepokojem czekałam na diagnozę.
- Ma pani białaczkę. - Wypowiedział jeszcze kilka słów, które jasno określały jej rodzaj, ale nie słuchałam. Całkowicie mnie zamurowało a moja szczęka bezwładnie opadła. Lekarz ze smutkiem i współczuciem mi się przyglądał. Do moich oczu zaczęły napływać łzy, ale zacisnęłam zęby i postanowiłam się nie rozkleić. Jedyne co zrobiłam to schowałam twarz w dłoniach.
- Co teraz? - zapytałam łamiącym się głosem.
Umrę za rok czy już za kilka tygodni? To pytanie krążyło mi po głowie. Ile mi zostało? Ponownie schowałam twarz w dłoniach i cały czas nie wierzyłam w to co właśnie powiedział.
Dlaczego to zawsze ja mam cały czas pod górkę? W końcu gdy znalazłam potencjalną miłość swojego życia będę musiała się z nią rozstać. Jednak i w tym można znaleźć jakieś plusy. Z czystym sumieniem będzie można stwierdzić, że przeżyłam miłość do grobowej deski. Załamana patrzyłam na lekarza, który ewidentnie nie wiedział jak się ma zachować chociaż na pewno nie raz był w podobnej sytuacji. W końcu jest lekarzem.
- Spokojnie - delikatnie chwycił moją dłoń - to wczesne stadium. Nie musi się to skończyć tak jak pani zakłada.
Wytłumaczył mi podejrzewaną przyczynę, która nie była moją winą, sposób leczenia, który jednak nie wydawał się tak groźny jak w amerykańskich filmach i przebieg choroby, który w moim przypadku nie był tak drastyczny. Trochę mnie uspokoił, jednak zdaję sobie sprawę z tego, że będę musiała dużo poświęcić i dużo przejść aby się tego pozbyć. Mimo miłych i wspierających słów doktora mój humor nie był najlepszy. Miałam ochotę znaleźć się już w swoim łóżku i zakopać się w pościeli z pudełkiem pysznych lodów. Umówiłam się na kolejną wizytę i szybko wyszłam z budynku. Dopiero wtedy pękłam. Całą drogę do domu widoczność przysłaniała mi mgła stworzona z moich łez. Moje policzki ani na sekundę nie robił się suche. Lekki makijaż rozpłynął się i jestem pewna, że nie wyglądałam zbyt atrakcyjnie jednak całkowicie mnie to nie obchodziło. Szłam jak zahipnotyzowana prosto do domu.
W progu mieszkania przywitała mnie uśmiechnięta Fran, jednak gdy zobaczyła mój stan jej wyraz twarzy całkowicie się zmienił. Rzuciłam torbę i klucze na podłogę i mocno ją przytuliłam. Stałyśmy tak dłuższą chwilę i szlochałam jej prosto w ramię. Poczułam się o niebo lepiej, ale zaciśnięte gardło sprawiało, że nie mogłam wydusić z siebie żadnego słowa.
- Mam białaczkę. - Powiedziałam gdy w miarę się uspokoiłam.
Fran odsunęła się na kilka centymetrów, przyjrzała mi się uważnie czy na pewno nie kłamię, a potem ponownie mnie przytuliła. Z moich oczu znów zaczęły płynąć hektolitry łez.
- Będzie dobrze. - Z czułością pogłaskała mnie po plecach. Nie pytała o szczegóły. Kazała mi iść do pokoju i odpocząć.
Ta wizyta tak mnie wykończyła, że zdrzemnęłam się na kilka minut. Obudziłam się dopiero, gdy moja przyjaciółka weszła do pokoju z jeszcze ciepłym obiadem. Popatrzyłam na nią i odwróciłam głowę w przeciwną stronę.
- Musisz coś zjeść! - podeszła do łóżka.
- Co to za różnica czy umrę teraz z głodu czy za pół roku na białaczkę? - Nie miałam ochoty nic robić. Ani jeść, ani rozmawiać, kompletnie nic.
- Żartujesz?! - Włoszka postawiła jedzenie na stoliku obok łóżka i wyszła. Dotarło do mnie, że sprawiłam jej przykrość. Jednak nie zrobiłam nic aby cokolwiek z tym zrobić.
Mijały kolejne minuty, godziny, dni a ja nadal wegetowałam w tej samej pozycji. Całe dnie leżałam w łóżku i wpatrywałam się w sufit lub spałam. Byłam kompletnie załamana i nie widziałam sensu w dalszym funkcjonowaniu. Jadłam bardzo rzadko. Dwa bardzo małe posiłki w ciągu dnia i to też na siłę. Nigdzie nie wychodziłam. Leżałam i myślałam. Wstawałam tylko do łazienki i po to aby wieczorem się umyć. Byłam wrakiem człowieka zarówno pod względem psychicznym, ale niedługo stanę się nim także fizycznie.
- Może gdzieś wyjdziemy? - Fran zaproponowała kolejny sposób spędzenia czasu. Za wszelką cenę próbowała wyciągnąć mnie z tego pokoju, jednak za każdym razem jej próby kończyły się tak jak ta z poprzedniego dnia. Na każdą reagowałam jedynie ruchem głowy. Przyjaciółka bezskutecznie chciała mnie czymś zająć.
- Lia błagam cię, rusz się z tego łóżka. Nie mam już do ciebie siły. Leżysz już tak tydzień. Gdzie się podziała dziewczyna, która codziennie rano wpadała do mojego pokoju, ubrana w strój sportowy i ściągała mnie z łóżka aby iść biegać? Gdzie ta dziewczyna, która uśmiechnięta biegała po plaży za aparatem i spełniała się zawodowo? Gdzie ta dziewczyna, która dla jednego blondyna była w stanie pokonać tysiące kilometrów, aby znów zobaczyć jego błękitne tęczówki? To, że będziesz tak leżeć nic nie zmieni. Jedynie może pogorszyć. - próbowała mnie zmotywować.
Możliwe, że nawet w minimalnym stopniu jej się to udało, jednak nic jej nie odpowiadałam i nadal leżałam w tej samej pozycji. Wiedziałam, że moje zdrowie psychiczne nie należy do idealnych. Wiele razy słyszałam o takich przypadkach i nie rozumiałam osób, które zamiast walczyć i żyć normalnie rozpaczały siedząc cały czas w domu. Teraz sama znalazłam się w takiej sytuacji i doskonale zdawałam sobie sprawę z tego co kieruje takimi osobami.
- Nie mam już pomysłów co zrobić aby ci pomóc. Jeśli sama nie będziesz chciała otrzymać pomocy moje chęci, nawet największe nic nie dadzą. Jeśli będziesz chciała pogadać to wiesz gdzie jestem - wyszła a ja zaczęłam płakać. Tym razem dlatego że tak bardzo zraniłam moją przyjaciółkę. Nie odzywała się do mnie przez dwa dni.
Kolejnego dnia podczas jej nieobecności, gdy wyszłam z pokoju, zastałam idealnie posprzątane mieszkanie, co ogromnie mnie zdziwiło. Wzięłam prysznic i od razu poczułam się lepiej. Przebrałam się w świeże, ładniejsze ubrania i poszłam zrobić sobie obiad. Włączyłam muzykę i zastanawiałam się jak poprawić swoje życie i nastawienie. Posprzątałam i przewietrzyłam swój pokój, który do tej pory wyglądał jak pomieszczenie desperata. Może właśnie nim byłam? Czułam się całkiem dobrze, ale nadal nie mogłam pogodzić się z chorobą, która psuła mi wszystkie plany na przyszłość. Siedziałam na swoim łóżku i nadrabiałam zaległości w interecie, których nabawiłam się przez te kilka dni, w których nie było we mnie ani płomyczka nadziei. W końcu po jakimś czasie zakończyło się to tak jak każdy by przewidział. Znów leżałam w pościeli wpatrzona w sufit.

• • • • •
Próbowałam ze wszystkich sił pomóc Lii. Chciałam ją zagadać, wyjść z nią na miasto, zająć ją czymś, zmusić aby wyszła do ludzi i pocieszyć. Nie dało się. Z każdym dniem wydawała mi się coraz słabsza i z jeszcze mniejszą chęcią do życia. Próbowałam ją wspierać, ale ona nawet nie chciała ze mną rozmawiać. Wiedziałam, że nie może tak po prostu leżeć i patrzeć albo w okno, albo w sufit bo to nic nie da. Jej choroba bardzo mnie zasmuciła, ale nie mogłam tego pokazać. Musiałam być silna i twarda. Taka osoba z pewnością bardziej jej się przyda.
 Cały czas zastanawiałam się dlaczego właśnie ona. Przecież nic złego nie zrobiła. Życie jest niesprawiedliwe. Zdecydowanie na to nie zasłużyła.
Każdy jej dzień wyglądał tak samo a mnie od patrzenia na nią bolało serce. Wiedziałam, że ja tutaj nic nie pomogę. Znam tylko jedną osobę, która może tutaj cokolwiek zmienić. Wahałam się aby wcielić swój plan w życie bo miałam nadzieję, że coś się zmieni, ale po tym jak nawet nie zareagowała na mój monolog postanowiłam natychmiast naprawić swój błąd. Poszłam do swojego pokoju i dokładnie zamknęłam drzwi. Najciszej jak umiałam zadzwoniłam do osoby, która w tym momencie mogłaby cokolwiek zdziałać. Aby tylko jej się posłuchała i cokolwiek zrobiła ze swoim życiem byłam w stanie zaakceptować to, że jej zdanie jest dla niej ważniejsze do mojego. Miałam tylko nadzieję, że mój plan wypali bo w przeciwnym razie byłoby bardzo źle.
• • • • •
Zacznę od tego co wydarzyło się w przeciągu tego tygodnia. Real Madryt po raz 11 wygrał Ligę Mistrzów!! Czy to nie jest cudowne?! Jasne, że jest. Ten mecz był wspaniały, o wyniku nie wspomnę. Gdy zapadła decyzja o karnych wiedziałam, że będzie to jedna wielka loteria, dlatego jeszcze bardziej to przeżywałam. Ale wygrali. Kochani. Najwspanialsi ♥ Niezapomniany wieczór, niesamowite emocje.
Mamy 7 rozdział. Już 7, ale jak patrzy się na to co do tej pory się wydarzyło to nie wiem czy to dużo czy mało. O tym już zdecydujecie wy. Lia pozbiera się i wróci do normalnego życia? Co wymyśliła kochana przyjaciółka? Jak będzie wyglądało jej dalsze życie?
Zapraszam i czekam na komentarze, których przy każdym rozdziale jest bardzo dużo, za co swoją drogę serdecznie dziękuję.
Miłego weekednu :*